niedziela, 28 marca 2010

Home alone

Odprawiłam dziecko w daleki świat... Najpierw pojechało z tatą na wieś, do babci A., tam zaś nastąpił transfer i babcia K. zabrała moje słodkie maleństwo w dalszą podróż. Tym razem na Mazowsze, do stolicy prawie. Wróciłam do domu z mojej szkółki niedzielnej, a tu cicho, jak makiem zasiał. Miałam ochotę powtórzyć za Kochanowskim: wielkieś mi pustki uczyniła tym zniknieniem swoim...
Wyjazd Niuni przeżywałam jak mrówka okres. Bałam się, czy zaśnie bez całuska mamy, przylepka moja. Słyszałam w tle przez telefon jak konwersowała z Inką (Gadzino Ty moja, pokrzykiwała), podobno zasnęła jak aniołek, wydając tylko dyspozycje babci, coby się położyła na sąsiednim łóżku.
Nawet z psa mnie ogołocili - ni z kimś pogadać, ni się przytulić...
Szkoda tylko, że wyspać się nie będę mogła, bo jutro od 9 zajęcia a na domiar złego dziś zmiana czasu, więć sen krótszy o godzinę...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz