Stolik, krzesło, biurko - przez cały dzień meble były naszym motywem przewodnim. Wyruszyłyśmy dziś z młodą na poszukiwania krzeseł idealnych. Odwiedziłyśmy sklepy różne, mniej lub bardziej wypasione, ale tylko w jednym z nich poczułam się komfortowo ze względu na miłą i życzliwą obsługę. Młody sprzedawca nie tylko zadbał o dostarczenie katalogów, próbników, asystując przy moich medytacjach, ale jeszcze i na biegające wśród stołów, stolików i kanap dziecię rzucił okiem, a gdy mała w najbardziej odpowiednim momencie donośnie zakomunikowała: MAMA, KUPA! z wyrozumiałością zaprowadził nas do sklepowej toalety. Jutro jeszcze mały rekonesans w galerii AMC i ostatni dzwonek na decyzję. I tak mam poważne obawy, czy zdążymy z zakupem na urodziny małej.
Sprawa stolika kawowego tj. stuningowana wersja ikeowkiego czernidła została ostatecznie rozstrzygnięta. Nie pozostaje nic innego, jak podjęcie ostatniej próby naprawienia blatu. Muszę zamówić nowy papier i wierzyć, że tym razem obejdzie się już bez nieprzyjemnych niespodzianek. Do trzech razy sztuka!
Aura zaskoczyła nas dzisiaj pozytywnie: słonecznie, przyjemnie, prawie wiosennie. Dziecko gotowało dzisiaj w plenerze: Klopsiki dla taty - w piaskownicy, i zupę w kałuży.
Popołudniowy ekspresowy spacer z psem (w zamyśle), przerodził się w dwugodzinny marsz na orientację po okolicznych chaszczach. Musiałam wyglądać dość intrygująco w Bolerowskim płaszczu, z różową torebką przedzierającą się przez okoliczne krzak. Balansującą po trawnikach pomiędzy psimi kupami z psem tropiącym w lewej, aparatem w prawej dłoni, podążałam niczym cień za ciekawskim dzieckiem, które postanowiło zajrzeć wszędzie tam, gdzie tylko udało jej się wcisnąć. Coś musi być w tej bananowej diecie Małysza, skoro bez obiadu, z ostatnim posiłkiem w postaci sporego banana miało tyle energii, do skoków, biegów i innych wariactw.
W drodze powrotnej, przeciągającej się w nieskończoność, spotkałyśmy daaawno nie widzianego Franka, degustującego wafelek.
Początkowo młoda hipnotyzowała go tak długo, aż zechciał się nim z nią podzielić.
Dbając o swoje interesy nie pozwoliła mu się zbytnio oddalić.
Odegrawszy rolę wzorowej psiej opiekunki pozwoliła mu nawet potrzymać psa na smyczy.
Ale gdy degustacja dobiegła końca, a wesoły Franio za nic nie chciał dobrowolnie oddać czworonoga, lutnęła go zdecydowanym lewym sierpowym, aż przysiadł na betonowym chodniku. Tak więc do Irlandii wywiezie chłopak przekonanie, że polskie dziewczyny to bezkompromisowe i wyrachowane bestie o twarzach niewiniątka.













Brak komentarzy:
Prześlij komentarz