poniedziałek, 22 marca 2010

Mała dzidzia


Tak oto mianowało się dziś nasze dziecko, domagając się ode mnie noszenia na rękach i przytulania w zwiększonej niż zwykle dawce. Czyniło to tak urokliwie, że nie śmiałam oponować. Poniedziałek, z racji niezbyt przyjemnej aury, upłynął nam w towarzystwie literatury i ulubionego puchatego koca w panterkę. Zuzia była dziś złotym dzieckiem - żadnych fochów, płaczów, lamentów typowych dla jej wieku. Apetyt na 6+. Zaskakująco wysoki poziom empatii (dbała bym wypiła na czas ciepłą kawę, dzieliła się przekąskami, pilnowała, żebym umyła zęby po obiedzie, przykryła kocem podczas drzemki, włożyła kurtkę na spacer). Czasem nawet mnie samą zaskakuje jej samodzielność i doskonały zmysł obserwacji otoczenia.

                                                                               ***

Sobota upłynęła w szkółce niedzielnej. Głównie na doskonaleniu trudnej sztuki rysunku w perspektywie, wertowaniu pism w celu poszukiwania inspiracji i miłym babskim pogaduchom.

W niedzielę jednak, by tradycji zadość się stało, dałam się namówić na wagary. Z braku stosownych materiałów nie udało mi się jednak sporządzić Marzanny (nad czym ubolewałam okrutnie), ani zbyt wielu ciekawych zdjęć (pogoda się popsuła, uniemożliwiając zaplanowany spacer do lasu). Dziecko i pies, wybiegane i umorusane, miały jednak możliwość wyładować energię (wyjazd na wieś był dobrym pomysłem) i zacieśniać więzi rodzinne. Oto skromna foto-migawka:

 Zuzanna w kąpieli czyli testujemy nową wannę cioci Ani
Spacer o poranku - tata z dzieckiem w plenerze, mama w piżamie na ganku



I to nie dziwne wcale, że fotografuję detale.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz