wtorek, 16 marca 2010

zaniedbania

Mam poważne zaniedbania fotograficzno-blogowe. Nie oznacza to jednak, że chadzam bardziej wyspana (mimo, iż teoretycznie ląduję w łóżku nieco wcześniej niż do tej pory). Od kilku dni czuję się jak śnięta ryba. Wiosno, wiosno przybywaj z odsieczą - uprawiam codzienną mantrę. Ukochany mój zawiózł wczoraj mój  płaszcz zimowy do pralni. Mały akt prowokacji wobec zimy, co odejść nie chce. Bezowocny, bo podczas wieczornego spotkania z koleżanką przez okno zdumione obserwowałyśmy jak śnieg sypał rzęsiście.
Czyżby jednak Wielkanoc pod lodem?! Wzdryga mnie na samą myśl. W dodatku dopadł mnie marazm w kwestii Wania (fotografowania, scrapowania, decoupage'owania, gotowania, prasowania, sprzątania) i nijak nie mogę się przed nim obronić. Młoda też bywa ostatnio ciężkostrawna - ma wahania nastrojów, łatwo wpada w rozpacz, zalewając się rzewnymi łzami. Tymczasem zostało niespełna 2,5 tygodnia do świąt i miesiąc do drugich urodzin Zuzy. Poproszę więc o jakiegoś solidnego kopa na rozruch! Dozwolone wszystkie chwyty (byle skuteczne!)


Czarna dziura, 
w którą dałam nura...

Nawet latarni krzywo z oczu patrzy... i tak ekscentrycznie.

 
A ta już poprawna politycznie!

 

Czy będę na topie,
kupując w sexshopie?


 
Niestety, już była pusta...
Ach, co za rozpusta!


 


W mieście 
na cieście







Słabość mam do róży.
Czy to dobrze wróży?

 
Kotek i inna zwierzyna
swój nowy żywot rozpoczyna.

Pies zamrugał oczkiem
na Zuzię z blond loczkiem.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz