***
Dziecko podczas obiadu prowadzi taki oto monolog ze swą umiłowaną
(i niemiłosiernie umorusaną już owieczką):
-Chodź Pańci... Moja słodka...
Trudno mi zachować powagę, dławię się ze śmiechu zupką z zielonym groszkiem.
***
Mój małż(onek) lunatykuje. Przytaszczył dziś w nocy nawołujące go z wielką ekspresją dziecko do naszego łóżka (nie pamiętając o tym zupełnie rano). Dziecko wierciło się, jak by mu się kłos w gacie zaplątał, uniemożliwiając zwykłemu śmiertelnikowi (czyli mnie) ponowne zaśnięcie. Po półgodzinnej walce z żywiołem postanowiłam odtransportować Młodą do jej pokoju. Niby nieprzytomna, ale gdy tylko zorientowała się, że jest przenoszona natychmiast zaanonsowała: "Jeszcze Beee" Całe szczęście, że jako swojego talizmanu i przytulanki nie obrała sobie naszego ślubnego błękitnego hipopotama (choć zdarza się, że i on dostępuje zaszczytu zażywania poobiedniej drzemki w Zuzinym łóżeczku, o ile akurat uda jej się wtaszczyć go przez dziurę po szczebelkach, jest w końcu 2x większy od niej...)
Pani zamiata czy odlatuje???

Test wytrzymałościowy produktów Porty ;-)


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz