wtorek, 16 marca 2010

czary-mary niedowiary

Nie wiem kto sprawił to: jaka czarownica/dziejka, ale chyba opuściła mnie zamuła. Dzięki niej podczas przedpołudniowych porządków, pomiędzy sortowaniem tasiemek, guzików, zdjęć a serwowaniem drugiego śniadania wygłodniałemu dziecku, coś się we mnie odblokowało. Przynajmniej w zakresie zajęć twórczych, ale zawsze to coś. W końcu trzeba umieć cieszyć się drobiazgami. Wpadłam na kilka ciekawych pomysłów, które pozwolą nadać pewnym dwóm starym kalendarzom całkiem nowego życie. Pomysły bulgoczą niczym smakowita zupka w garnku, boję się tylko kiedy znajdę czas na ich realizację, bo póki co, trzeba jeszcze zamknąć kilka innych rozgrzebanych historii...

Łazik okienny - tym razem jeszcze odziany w piżamę.

Tymczasem przypomniał mi się jedna z porannych dywagacji Zuzanny I Mądrej, kiedy to po serii pojękiwań i popłakiwań niewiadomej przyczyny sama siebie podsumowała tymi słowy:
- Niunia jęczy, trzeba nową Niunię kupić.
Umarłam ze śmiechu, ale musiałam się reaktywować, bo stara Niunia zrobiła się nagle głodna, trzeba więc było przygotować pożywne śniadanko.
Energetyczne śniadanie a po nim energiczne spacerowanie...



Szaleństw ciąg dalszy - tym razem w ledwo zipiącym łóżeczku

i wytchnienia chwilka, mojego motylka.


A na kolację: sałatkowe wariacje



Sałatka mocno zmodyfikowana w składzie:
  • mix sałat (zamiast rukoli)
  • fasola biała (zamiast cieciorki, której nie dostałam)
  • pomidorki śliwkowe (zamiast koktajlowych)
  • szalotka
  • sos z oliwy, musztardy i ziół ogrodowych
Do podgryzania: bruschetta (wariant krajowy)
Pysznie, zdrowo, niskocholesterolowo!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz