Oto i one - cudownie ocalone, moje ukochane okularki przed pogrążeniem w niebycie!!! Urodą odbiegają nieco od oryginału (połączenie brązu z różem wygląda dość... zaskakująco), ale nie jest źle. Może je nieco stuninguję metodą decoupage? Ręcznie zdobione okulary, to dopiero coś!
Ucieszył mnie ten fakt tym bardziej, że moje nowe superkomfortowe soczewki, które wg ulotki producenta zapewniają uczucie "noszenia soczewek, bez odczuwania, że nosi się soczewki", a to za sprawą jej "molekularnej struktury", okazała się tanim chwytem-kitem marketingowym. Albo trafiłam na jakiś shitowy egzemplarz, albo moje lewe oko uległo nieznanej mi transformacji w ciągu wczorajszej nocy, bo doznania, które odczuwałam po jej nałożeniu były dalekie od przyjemnych i skutecznie zatruły mi spacer...
A szkoda wielka, bo zaciągnęłam dziś malucha na plac zabaw, gdzie kiedyś, jako studentka jeszcze, pomieszkiwałam i miałam zapał wielki na pstrykanie fotek, ale z pijącym okiem było to cokolwiek utrudnione.
Na placu doszło do spotkania Zuź dwóch (bo Zuź teraz jak mrówków, niestety, nad czym ubolewam mocno), z czego obie dzikie, więc ledwo udało mi się doprowadzić do bezkrwawego rozstania.
Polały się łzy rzęsiście, ze strony nowej koleżanki, gdy udałyśmy się do biblioteki, gdzie tradycyjnie już dziecko wyściskało wszystkie pluszowe misie, lale, objeździło dostępne wózki, by z plikiem nowych książek dzięki umiejętnościom negocjacyjnym i rozlicznym fortelom udało mi się w miarę sprawnie doprowadzić je na obiad. Przy degustacji dania drugiego nagle opadło z sił i oznajmiło, że jest śpiące i tym razem, bez zbędnych rytuałów zapadło w sen wtulając nos w jeszcze bardziej brudną niż wczoraj owieczkę. Nie chcę zapeszać, bo nie udałam się jeszcze na spoczynek, więc wszystko się może zdarzyć (Marchewkowe Pole zaszumiało mi w głowie), ale chyba czary pomogły, bo dziś:
-nic nie stłukłam,
-nie zgubiłam (a nawet znalazłam: klucze od piwnicy, w szufladzie z zabawkami Zuzy)
-nie zniszczyłam
Nie licząc męża z uszkodzonym i wyłączonym z użytku palcem nie spadły na nas żadne plagi, egipskie ani pomniejsze. Jeśli to za sprawą zaklęć kogoś z Was, to kłaniam się w pas.




Brak komentarzy:
Prześlij komentarz