środa, 10 marca 2010

Są kobiety...

"Są kobiety pistolety.
I kobiety jak rakiety.
Chude, długie i wysokie z wydepilowanym krokiem.
Są kobiety bezzmarszczkowe i kobiety luksusowe..."

Nie należę do żadnej z powyższych kategorii, ale Marysię Peszek wielbię za oryginalność, głos, muzykę i zabójcze bezpruderyjne teksty. Mogłabym ją łyżkami jeść Ciekawe czy byłaby mocno tucząca? (Pytanie całkiem na miejscu z racji nadchodzącej wiosny oraz zaproszenia ze strony mojego ulubionego męża na basenowy wypad). Tak więc Maria Awaria sączy mi się do ucha, wprawiając mnie niezmiennie w cudowny nastrój, mogę więc zafundować sobie na dobry sen małe posiedzenie przed kompem, zebrać myśli, zdjęcia, notatki...

Moja ZyZULA kochana wygrzebała wczoraj z czeluści szuflady stareńkie okulary. Tata chwycił za aparat i powstała mała zuzowata (or zezowata) sesja na dobranoc...

Dziecko moje to dobry człowiek: kocha wszystkie zwierzątka, i ... niczym rzetelna higienistka na koloniach letnich dba, by zasnęły czyste i pachnące. Czekam tylko, kiedy wpadnie na pomysł włączenia ich w wieczorny rytuał mycia zębów. Trochę z obawą, bo zagroda jest dość liczna...

Sąsiedztwo śmietnika może mieć pewne zalety, np. w postaci dzikich kocich lokatorów, będących wdzięcznym obiektem obserwacji mojej miłośniczki zwierząt. Powyżej polowanie na koty na osiedlowym parkingu. Koty to jak dotychczas doskonały wabik na Zuzę podczas codziennych spacerów, zaś pogoń za wyimaginowanym kotem, znikającym za zakrętem to sposób na zwabienie jej w określone miejsce.
Jednak mimo słabości do pręgowanych stworzeń Mała poczyniła dziś wyznania jednemu ze swoich pluszowych przyjaciół. Podczas porannej krzątaniny udało mi się podsłuchać:
-Kocham Cię, Misiu!

Na spacer wyruszyłyśmy dziś dość wcześnie, ale mimo dość chłodnej aury spędziłyśmy na dworze prawie dwie godziny! Miałam dziś dobre oko i nastrój na pstrykanie. Nie oddalając się zbyt daleko od domu udało mi się znaleźć kilka wdzięcznych obiektów fotograficznych. Dziecko było również zadowolone, bo mogło bezkarnie łazić po wszelkich możliwych dziurach, zakamarkach, parkanach itp, matka zaś niczym paparazzi skradała się tuż za nią okazując dużo wyrozumiałości w kwestii nienoszenia rękawiczek, brudzenia odzieży i "wtykania nosa, gdzie nie trzeba". Wybiegane i solidnie wywietrzone dziecko wróciło do domu z niemożliwie brudnymi rękami i wilczym apetytem.


Rzekotka drzewna.... w wersji pink ;-)



Czasem wystarczy tylko spojrzeć inaczej na zwyczajne miejsca i obiekty...
Fotki poniżej to mój dzisiejszy powód do dumy. Nie mogę się na nie napatrzeć.
Niby zwyczajne, ale mają w sobie coś przykuwającego uwagę.




 


 
Nasze utyskiwania dotyczace porannych pobudek Zuzi zaowocowały taką oto rozmową w samochodzie:
- O której dziś Mała wstała? - pyta Daniel, bo po raz pierwszy od kilku dni nie nawoływała go o poranku.
- O szóstej! - odpowiada ku naszemu zdumieniu, ale zgodnie z prawdą, panna Mądralińska.

Nasze dzisiejsze znalezisko okazało się całkiem fotogeniczne...


Na dworze kwitną pierwsze kwitną pierwsze roślinki, a ja wyhodowałam w domu... policjanta!
Kiedy z racji budowy naszej szafy, wspinałam się dziś na jej wyższe kondygnacje, żeby dostać się do najwyższej z półek dziecięcy glosik natychmiast przywołał mnie do porządku:
- Nie wolno wchodzić tam! - usłyszałam. Mama spaść może.
I zamykając szafę poważnym tonem dziecko skwitowało:
-Nie ma bawy (tj. zabawy)!
Z takimi argumentami nawet nie próbowałam polemizować...


Miło popatrzeć....

 

Nawet sąsiedzkie psy tęsknią już za wiosną!




Już wkrótce zapachną takie i w moim wazonie...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz