piątek, 26 marca 2010

Koniec świata

Koniec świata Zuzią - powtarzało dziś moje dziecko na swój temat wprawiając mnie w rozbawienie. Pogoda bajeczna! Ładniejszej  na finiszu marca wprost nie można sobie było wymarzyć. Korzystałyśmy więc z pięknej aury by zaliczać wszystkie okoliczne place zabaw, odnawianie starych i nawiązywanie nowych piaskownicowych znajomości i wygrzewać się w tak długo wyczekiwanych promieniach słonecznych.

W piaskownicy wypiekano ciasto, robiono klopsiki i budowano tunele...

Wspinanie to także pasjonujące zajęcie

Dziecko przypomniało sobie, że lubi i potrafi zjeżdżać na zjeżdżalni,
jednak ku mojemu utrapieniu robiło to... na leżąco!



Dziecięcy sposób pojmowania świata to rzeczywiście fascynująca przygoda.
Z racji faktu, że ma się gadającą do siebie matkę, przejmuje się jej nawyki.
Zuzia często papla do siebie pod nosem. Bywa bardzo zabawnie.
Jak dziś, kiedy widząc na komputerze stronę internetową sklepu z butami i słysząc w tle muzyczkę, stwierdziła mocno zdziwiona:
- A co to?!
-Kapcie śpiewają?

                                     ***

Z bliżej nieznanych mi powodów Zu znielubiła ostatnio posiedzenie na sedesie.
Trzeba sadzać ja z łapanki, w nadziei, że trafi się na ten właściwy moment.
Kiedy poczułam dziś niezbyt przyjemne zapachy ulatniające się z okolic kupra zapytałam:
-Zuziu, chcesz kupkę?
-Nieeee - zaprzeczyło energicznie dziecko.
-Oj, coś mi tu podejrzanie śmierdzi - stwierdziłam niedowierzając.
-Bąk tylko... - odparło radośnie dziecię.
Wolałam jednak sprawdzić organoleptyczne, bo podczas ostatniego podobnego dialogu bąk dziwnym sposobem uległ jednak dziwnej transformacji...

                         

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz