czwartek, 18 marca 2010

Jak dobrze mieć sąsiada

... co czasem na kawę wpada... lub zaprasza! Zaglądnęłam dziś na wieczorne pogaduszki, i wsiąkłam na przeszło 3 godziny. Ale nie ma zmiłuj, notka dzisiejsza, choćby i z datą jutrzejszą, ale pojawić się musi.
W telegraficznym skrócie:
Upolowane w osiedlowym sklepie

 Bazie w ekstazie

Trochę piasku o brzasku



Nachalny wiatr halny

Lecz mimo tych wietrznych smutków, wyrosły kwiaty w wazonu ogródku.

z których obdarowane panie ucieszyły się niesłychanie.
Wracając jednak do spraw bardziej przyziemnych: dzisiejszy spacer nie wyszedł mi na dobre. Przewiało mi uszy na wylot, a wieczorem rozbolało gardło. Oby tylko nie dopadło mnie jakie choróbsko, bo wtedy nici z topienia Marzanny. A bez tego, jak się obawiam, nie uda się wypędzić ten przebrzydłej zimy. Pragnę słońca, jak kania dżdżu, tymczasem mimo plusowych temperatur jest znowu ponuro i nieprzyjemnie. Przez zachmurzone niebo nie przebił się dziś ani jeden zbłąkany promyczek. Jeśli tak ma dalej wyglądać przedwiośnie to trzeba się chyba ostentacyjnie zadekować w domu i rozpocząć regularną akcję protestacyjną o bruschetcie i wodzie. Antypatycy Zimy na całym świecie łączcie się... (w pary, bo cieplej)!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz