wtorek, 6 kwietnia 2010

Home sweet home

Po tak długim okresie komputerowo-blogowej abstynencji trudno uporządkować zdjęcia i myśli. Czuję się całkowicie wybita z rytmu a po tygodniowej nieobecności w domu znowu dopadają mnie dylematy, czym zająć się w pierwszej kolejności. I tak, tydzień przedświąteczny rozpoczął się pod znakiem porządków (czystki w babcinej szafie, natychmiast zaanektowanej przez Zu), podobnie jak tydzień poświąteczny (prace porządkowe, tym razem już we własnym ogródku). Wolałabym bardziej twórcze zajęcia, lub przynajmniej takie, których efekty są bardziej trwałe niż usuwanie kurzu z mebli i sprzętów domowych, który to mimo kryzysu niezmiennie narasta z tą samą szybkością co dawniej. Nie chcę już nawet wymieniać spraw rozgrzebanych, za które mogłabym się wziąć w tym czasie, zamiast niczym współczesna czarownica, by nie rzec jędza, latać na odkurzaczu. Mam jednak taki defekt, że w bałaganie się skupić nie umiem. Próbowałam wielokrotnie - jestem przypadkiem nieuleczalnym. Lista spraw do załatwienia tymczasem z dnia na dzień narasta niczym ten przeklęty kurz na bibelotach, a wraz z nimi moje poczucie winy, że nie nadążam. Ale dość samobiczowania na dziś, czas na fotosy.

Weekend w szkółce niedzielnej

 Trzeba mieć anielską cierpliwość
i diabelnie sprytne łapki

by stworzyć takiego renifera!

Przedświątecznie,wiosennie, bajecznie...



 Porządki: mama sortuje, Zula szafuje!

A gdy mama niedokarmi, zawsze można wypić karmi ;-)

Przed lustrem przyłapana, moja lala malowana!


Wielkanocny mix
Malowane były nie tylko jajka wielkanocne.


Spacerowo


Hazardowo-rozrywkowo


Podczas degustacji, śniadanio-obiado-kolacji

Powrót do domu




czyli podróż za jeden uśmiech ;-)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz