czwartek, 29 kwietnia 2010

Statystycznie

rzecz biorąc spada moja produktywność. Z miesiąca na miesiąc maleje liczba postów na blogu.
Dziś już nastał maj trzeci, a tymczasem nie opublikowałam żadnego zdjęcia/notki w ubiegłego tygodnia.
A fe! Wstydź się, kobieto! Do kąta, marsz!

Ale żeby zbyt łatwo nie było po tej pokątnej penetracji, zapraszam do fotorelacji!


Ostatni tydzień kwietnia obfitował w atrakcje wszelkiej maści.



Była wyprawa na Łosiowisko.


Bukiety dla mamy. Od pewnej młodej Damy.



Ktoś leciał sobie w kulki...
Podobny całkiem do mojej córki.


Obiera czule cebule...


To dopiero gratka. Chrupiąca sałatka!


Deszczowe chwile spędzane mile...



I wreszcie kolorowe szaleństwo czyli wyprawa na karuzelę!

 
Najpierw dziecko zachwyciły balony.
Potem zamarzyła mu się przejażdżka....
dużą łańcuchową!!!


Ostateczny wybór (dwukrotnie) padł na to cudo.

 

Jednak prawdziwym hitem sezonu okazała się trampolina.
Trzeba było posiłków z zewnątrz (zgłosiła się małoletnia ochotniczka), by wydobyć dziecko zza siatki.
Widząc jej rozradowaną minę sama miałam ochotę tam wskoczyć.

 Ostatnie podskoki i rozwiane loki...


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz