Co ma wspólnego były prezydent Polski z dziadkiem Zuzi?
Okazuje się, że mimo dzielących ich różnic (brak brata bliźniaka i zamiłowania do porywania się z motyką na słońce tudzież siatką na księżyc, odmienne aspiracje zawodowe oraz poczucie humoru), łączy ich pewna zabawna historia. Nie dowiedziałabym się o niej, gdyby nie przypadek. Oglądnęłam dziś w telewizorni stary wywiad z Marią Kaczyńską. Przytoczyła w nim historię wypisz, wymaluj rodem z mego rodzinnego domu, kiedy to pan domu, szykując się bladym świtem do pracy, nie chcąc budzić ze snu błogiego domowników, ubierał się w pogrążonym w mroku przedpokoju. Ponieważ do kociej zdolności widzenia w ciemności daleko mu było, skutki tego faktu były, może nie opłakane, ale doprowadzające do łez... rozbawienia. I w jednym, w drugim przypadku, po niewczasie odkryto, że przywdziane buty są nie do pary (jeden brązowy, drugi czarny). Szczęście w nieszczęściu, że przynajmniej oba męskie.
Generalnie coraz mocniej utwierdzam się w przekonaniu, że kwestie okołogarderobiane to, z wyłączeniem kilku mniej lub bardziej chlubnych wyjątków, jak Pajacykow czy inni projektanci o nazwiskach mniej wymyślnych, to pięta achillesowa facetów. Nie mam tu wcale na myśli wiedzy w zakresie garderoby damskiej. W tym temacie akurat radzą sobie zdecydowanie lepiej niż na swoim własnym podwórku, jeśli nie z dobieraniem, to z rozbieraniem z pewnością tak. W dziedzinie odzieży męskiej zdają się jednak być ignorantami. Magiczne pytanie: "co mam na siebie włożyć?" to nie hasło sztandarowe kobiet, lecz problem obu płci. Z tą różnicą, że w naszych ustach jest zazwyczaj pytaniem czysto retorycznym, panowie zaś oczekują porady stylistycznej małżonki.
Przypadki nierozróżniania gatek czy skarpetek własnych od innych osobników płci męskiej zamieszkałych w tym samym gospodarstwie domowym znane mi są nie tylko z własnego podwórka. Obawiam się, że to zjawisko na szerszą skalę. Szczyt ignorancji popełnił jednak mój osobisty małż, kiedy przyłapany został niegdyś na próbie podprowadzenia moich skarpetek (damskie, beżowe, kryjące, z dodatkiem lycry). Okazało się, że nie był to jego "pierwszy raz". Na szczęście była to klasyczna pomyłka, nie zaś nowy fetysz, który zmuszałby mnie do inwentaryzacji garderoby, a małż przyznał, że w prawdzie długość była dość nietypowa, przez co i ogarnęły go przez moment wątpliwości, ale rozwiał je uznając, że nieco wydłużyły się w praniu.
Garderoba męska jest trudna do objęcia umysłem również z powodu jej kinestetycznych właściwości. Żyje po prostu własnym życiem, przemieszczając się, gdzie popadnie, bez informowania o tym fakcie swoich właścicieli. I tak mój ukochany jest niekoronowym mistrzem w rozsiewaniu sweterków, ku utrapieniu mojemu (jestem angażowana w proces poszukiwania), na obcym gruncie (gorący chłopak jest, wszędzie się rozbiera). Cieszę się tylko w duchu, że defekt ten nie dotyczy bielizny osobistej!
W formie rodzinnej anegdoty krąży już pewna historia, kiedy to jedna z jego ulubionych bluz znalazła się po kilku miesiącach za pośrednictwem Naszej Klasy i zamieszczonej na niej zdjęcia... Osoba, która miała ją na sobie, też miała widać problemy z identyfikacją własnej garderoby i nie świadoma niczego zapozowała w niej z niczym nieskrępowanym uśmiechem na twarzy.
Ostatnio poszukiwany był ulubiony sweterek małża (podarunek od teściowej), widziany po raz ostatni na urodzinach koleżanki (początek grudnia). Nauczeni doświadczeniem stworzyliśmy portret pamięciowy i przeprowadziliśmy wywiad okolicznościowy, o rewizję w szafach poprosiliśmy kolejno odwiedzane rodziny i bliskich. Przepadł, jak kamień w wodę!
- Został uprowadzony! Z pewnością. Był pięknej urody. - wzdychaliśmy.
Małż stratę opłakiwał tak skutecznie, że teściowa wpaniałomyślnie obdarowała go identycznym sweterkiem raz jeszcze. Jakie było moje zdumienie, gdy podczas porządków wielkanocnych znalałam go w szafie, piętro wyżej, gdzie spoczywał starannie złożony w kosteczkę.
- Kogoś ruszyły wyrzuty sumienia, podrzucił. - tłumaczyliśmy sobie ten cud nad Wisłą, bo przecież to niemożliwe, żebyśmy go nie zauważyli, wertując razem, i każdy z osobna, strefę z ubraniami małża.
Cudownie odnaleziona została również, zaginiona w niewyjaśnionych okolicznościach, kurtka mojego taty. Poszukawania zakrojone na szeroką skalę, od Warszawy aż po Toruń, nie przyniosły rezultatu. Z braku śladów, świadków zniknięcia, dowodów zbrodni, poszlak, sprawę umożono. Tato niepocieszony wspominał ją czasem z ckliwym westchnieniem, gdy nagle, niczym znikający płaszcz z Arabelli, pojawiła się w rewidowanej wielokrotnie szafie. Okazało się, że przebywała tymczasowo w stolicy, gdzie nieświadomy niczego mój Wielki Brat, nosił ją jak swoją. Nadal nie potrafi wyjaśnić (a w chwili składania wyjaśnień był w pełni władz umysłowych i wykluczono zażycie substancji psychoaktywnych), jakim cudem nie nabrał podejrzeń, że do niego należeć nie może, z powodu innego rozmiaru i przykrótkich rękawów. Okolicznością łagodzącą może być jedynie fakt, że była mało używana, (głównie podróżowała na tylnym siedzeniu samochodu), jednak mimo rozpowszechnionego rysopisu, sprawca czynu karalnego, podobieństwa nie dostrzegł. Ale to już calkiem inna para kaloszy...
Piękne, prawda? Ten w tonacji pastelowej urzekł mnie niemożliwie...

Zauwazywszy powtorny blad spiesze doniesc, iz siostra uzywa przymiotnika "kinestetyczny" w sposob nieodpowiedni. Kinestetyka to wyraz pochodzacy od kinestezji, czyli odczuwania ruchu i pozycji czesci ciala, bez udzialu wzroku, a poprzez receptory umiejscowione w miesniach. Zmysl ten pozwala nam na przyklad dotknac palcem wlasnego nosa, z zamknietymi oczyma i jest powszechnie spotykany u osobnikow naszego gatunku. W przeciwienstwie do zdolnosci telekinezy, ktora oficjalnie przynajmniej, jest rzadkoscia. To ze slownik nie oznacza wyrazu jako blednego, nie oznacza, ze ten blednym nie jest.
OdpowiedzUsuńCo do doboru garderoby i problemow miedzyplciowych - sek w tym, ze normalny facet, przez 99% czasu moze chodzic w czymkolwiek - byle bylo to wygodne i uzyteczne. Moze zalozyc zielone skarpetki do czarnych butow, a nawet dolozyc do tego stroju czerwone majtki i nie czuje wewnetrznego dyskomfortu tym spowodowanego. W przeciwienstwie do dyskomfortu odczuwanego przez wybranke plci przeciwnej, ktora boli takie zestawienie i woli, aby wlozyl skarpetki czarne, bo chociaz niewygodne lub malo chroniace przez temperatura, pasuja kolorystycznie do np. butow. Tak wiec mezczyzna, w celu zwiekszenia efektywnosci oraz redukcji sytuacji stresowych, woli juz sie zapytac wybranki o stroj jaki mu zaplanowala lub w jakim by go widziala, niz 5 razy przebierac sie po kolejnych "delikatnych" wskazowkach z ust swojej kobiety. Co zas do mylenia czesci garderoby - jak sie w doborze swoich strojow dazy do bycia unikalna na skale niemal swiatowa, a mezczyzn traktuje sie jak blizniakow, ktorym wrecz nalezy kupowac takie same gatki, skarpetki itp., to potem nie dziwota, ze moze sie pomylic to co wychodzi z jednej pralki.
Istnieje tez inna kwestia odrozniajaca plcie, z dlugiej listy roznic miedzy kobietami, a mezczyznami. Kiedy 2 mezczyzn spotka sie w jednym miejscu, majac na sobie ten sam stroj, nie skocza na siebie z pazurami, a wrecz istnieje duze prawdopodobienstwo, ze zostana przyjaciolmi na cale zycie.
PS. Dementuje - nigdy nie dotarl do mnie rysopis zaginionej kurtki, ktora przy okazji wygladala jak wiele jej podobnych oraz ktora zalozylem po raz pierwszy od czasu zaginiecia, z braku innej "lekkej" pod reka. Z reszta skoro znalazlem ja we wlasnej szafie, ktorej nie dziele z zadnym innym mezczyzna, dosc logicznym domniemaniem bylo, iz zapewne jest moja, dawno nie noszona i zapomniana.
Wiedziałam, wiedziałam, że kij w mrowisko wetkałam! Jak miło, że jest ktoś, kto czuwa nad merytoryczną stroną mojego bloga. I ciekawie, że można poznać inny/męski punkt widzenia!
OdpowiedzUsuńŚciskam bardzo, bardzo mocno!