niedziela, 11 kwietnia 2010
Ocalałam
To nie ja leciałam TU-154. Nie było mnie na jego pokładzie kiedy runął na ziemię i stanął w płomieniach. Nie chwytałam przerażona sytuacją za rękę sąsiada (kimkolwiek on był) z fotela obok, nie modliłam się żarliwie, wzywając na pomoc wszystkich świętych, nie przeklinałam w panice, nie przelatywało mi przed oczami moje krótkie życie, nie czepiałam się kurczowo nadziei, że może z tego wyjdę, że przeżyję. Nie musiałam. Moi bliscy nie muszą wypłakiwać morza łez, odchodzić od zmysłów, mierzyć się z pustką po moim nagłym odejściu, pytać, dlaczego ona, zastanawiać się, co dalej. Jestem wielką szczęściarą, moi bliscy są wielkimi szczęściarzami. Podarowano nam jeszcze trochę życia, trochę czasu do wypełnienia. Czy wykorzystamy go właściwie?!
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz