niedziela, 11 kwietnia 2010

Spieszmy się...

Dziś wszystko ma inny wymiar. Inaczej smakuje codzienna kawa, cieszy banalny spacer. Telewizja nie pozwala zapomnieć o wczorajszych tragicznych wydarzeniach. Pojawia się refleksja nad tym, że w obliczu śmierci wszyscy jesteśmy równie bezbronni, nie chroni przed nią ani zasobny portfel, ani poselski immunitet. Jedni mówią, że to jakieś przeklęte fatum, inni, że to zwyczajny zbieg wielu okoliczności. Może niepotrzebnie doszukujemy się jakiejś symboliki, sensu tragicznej śmierci, bo wydaje się, że wówczas łatwiej będzie ją znieść.Współczujemy rodzinom, wylewamy łzy, zapalamy znicze, składamy wirtualne kondolencje - a wszystkie te gesty z pozycji wygodnego fotela. Tymczasem wokół nas jest wiele znacznie bardziej dramatycznych tragedii, obok których przechodzimy obojętnie. Ilu polskich żołnierzy zginęło zupełnie bezsensowną śmiercią podczas misji w Iraku, Afganistanie, ilu ludzi umiera codziennie w zapomnieniu, w bólu i cierpieniu, przegrywając walkę z głodem, chorobą, pozostając często anonimowymi. Czy łatwiej pogodzić się z nagłym odejściem bliskich czy zmierzyć się z ich powolnym nieuchronnym umieraniem, własną bezsilnością... Kłębią się w głowie tysiące pytań, natrętne myśli wracają jak bumerang.

Spieszmy się kochać ludzi, tak szybko odchodzą. Spieszmy się kochać życie, mimo wszystko...

Fotorelacja z dzisiejszego spaceru - popołudnie uraczyło nas wreszcie słoneczną, pogodną aurą...








Dzisiejsza złota myśl naszego ulubionego profesora od rysunku (którego to myśli nieuczesane warto by kiedyś spisać, może niekoniecznie złotymi zgłoskami, ale choćby z użyciem najnowszych mediów):

"Pani Moniko, proszę myśleć ołówkiem na papierze, aż dostanie Pani odcisków na mózgu, trzeciego fałdowania alpejskiego!"

Myślałyśmy więc tak intensywnie, że aż nas rozbolały głowy. A mówią, że myślenie nie boli?


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz