piątek, 23 kwietnia 2010

Jak pragnę zakwitnąć!

I na pragnieniu gorącym się kończy. Bo jak tu zakwitać, skoro pogoda, zamiast wiosennej, przypomina późnojesienną?! Wczorajszą wycieczkę na starówkę zepsuło nam gradobicie. Deszcz jeszcze jakoś zniesę, o ile nie jest zbyt intensywny, ale to, co dopadło nas między ul. Szeroką a Św. Ducha było już lekką przesadą. Szczęście w nieszczęściu, że udało nam się schronić w pewnym zaprzyjaźnionym domu niedaleko, na smakowitej zielonej herbatce (nawet dziecko moje piło z dużym zaangażowaniem), by przeczekać pogodowe zawirowania. Polowanie i spotkanie były więc udane, ale plon fotograficzny marny. Zaliczyłyśmy jedynie punkty stałe wyprawy w postaci wizyty u Filutka i osiołka, który został z lubością wycałowany i wygłaskany po oślim pysku.




Miłość Zuzy do zwierząt maści wszelkiej jest powszechnie znana, ale że gustuje również w zielonej herbacie, do dziś dnia nie wiedziałam.


Cookie Monster...


i wreszcie, Bob budowniczy...
Bo moje dziecię jest wszechstronne, i długo na miejscu nie usiedzi.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz