niedziela, 2 maja 2010

Majówka żołądkówka

I nie mam tu na myśli smakowitej gorzałki... Bynajmniej!

Dopadła mnie niemoc straszna z czwartku na piątek.
Leżałam w pościeli zmięta, ledwo zipiąc.
Dziecko całkiem dzielnie zniosło przymusowy areszt domowy.
Moje rozżalenie było tym większe, że pogoda bajeczna, a my tymczasem promienie słoneczne podziwiałyśmy:
a) z balkonu (Zuza + pies)
b) zza szyby i z pod pierzyny (Ja)

W sobotę odzyskałam władzę w nogach, wróciły też władze umysłowe.

Przynajmniej na tyle, by rozegrać w zaprzyjaźnionym gronie karciarzy najnowszą wersję MONOPOLY.


Szczęśliwie też okazało się, że moja intuicja działa w stopniu zadowalającym.
Obdarowany solenizant bardzo ucieszył się z prezentu i ...
poprosił o więcej!







Z racji faktu, któremu zaprzeczać nie śmiem, że nieszczęścia chodzą parami, w niedzielę zaniemógł małż.
No cóż, równowaga w przyrodzie zachowana być musi!
Ja poczułam się już na tyle dobrze, że mogłam wreszcie skosztować absolutnie smakowitej botwinki mojej mamusi (po dwudniowej diecie bananowo-sucharowej), tym bardziej smakowała jak prawdziwe delicje.
Zaś wieczorem, moje wrodzone łakomstwo, nie powstrzymało mnie przed spróbowaniem pierwszych w tym roku domowych ogórków małosolnych. Mój żołądek okazał w tej kwestii daleko idącą wyrozumiałość.

Niedzielna aura dopisała. Był więc rodzinny wypad na działkę.
A tam - dla każdego coś miłego!
(Z wyjątkiem małża cierpiącego.)


Dziecko zapakowane do samochodu i nieco zniecierpliwione opóźniającym się wyjazdem wyznało:
- Niunia nie może już doczekać!
Po czym zasnęło niczym Śpiąca Królewna zanim dotarliśmy do celu podróży...


Panowie kochani zaczytani...

 
Zapatrzeni...


Panie w ... kwiatostanie!


trenują latanie...


Pies ogrodnika pielenia nie unika.


I najmłodsza istota, raz tu, raz tam się miota.





Uzupełniając powiedzenie ludowe, winnam dodać, że nieszczęścia chodzą stadami, bowiem dolegliwości chorobowe (choć już nie żołądkowo-grypowe) objęły swym zasięgiem dwie kolejne, Bogu-ducha winne, istoty: Krystynę P. i Annę M. Łączę się w bólu, trulu lulu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz