- Mamo, szmatkę daj!
Ale po kolei. O tym, że mam bardzo zwinne i sprytne dziecię, wiedziałam nie od dziś. Dawało temu wielokrotnie dowody. Dziś przekonać się miałam o tym raz jeszcze i to dwukrotnie. W porze przedobiedniej gościłyśmy jak zwykle na placu zabaw, gdzie mała Zu miała sposobność pobrykać niczym wesoły Tygrysek ze stumilowego lasu. Skakało więc dziecko to tu, to tam, znikając na kolejnych przyrządach gimnastycznych, gdy nagle zniknęło mi z oczu, by po chwili znaleźć się prawie na szczycie... ścianki wspinaczkowej!
Sytuacja druga miała miejsce w wyżej wspomnianej łazience, kiedy to córeńka zasiadała na tronie (tj. sedesie) by w samotności, za przymkniętymi drzwiami czynić swą powinność. Jakież było moje zdumienie, gdy po zgłoszeniu zapotrzebowania na szmatkę stanęłam w progu toalety i oczom mym ukazał się widok niezwykle malowniczy: dziecko stojące już na podłodze kontemplowało okazałą kupę, która z nieznanych mi przyczyn zamiast pływać radośnie w muszli spowiła kafelki (na szczęście omijając swym zasięgiem łazienkowy dywanik). Mogłam się jedynie domyśleć, jaki był bieg wydarzeń: po wypróżnieniu dziecko postanowiło samodzielnie opuścić kibelek. Jak postanowiło tak też uczyniło, nie przewidziawszy jednak, że jakiś odłamkowy trafi na podłogę, tworząc szpetnego kleksa, cóż więc czynić miało?? Wnet posprzątać chciało. Niewiele myśląc chwyciło w pierwszym odruchu wiszące na wannie sztruksy (na szczęście własne), ale ponieważ efekt okazał się niezadowalający, wezwało... serwis sprzątający!
- Gówniana sprawa - pomyślałam, usuwając wątpliwej urody ozdobnik w łazience, nadal jednak pozostając pod silnym wrażeniem tak zmysłu porządku, jak i zwinności dziecka, które w sposób, owiany dla mnie tajemnicą, opuściło sedes.
Tym razem bez zdjęcia poglądowego. Coby nie urazić uczuć estetycznych miłych czytelników ;-)
***
By jednak oko nasycić garść fotek ze spaceru.
Tryptyk pt.: Strudzony wędrowiec
Tryptyk pt.: Dmuchawce, latawce, wiatr...







Brak komentarzy:
Prześlij komentarz