sobota, 22 maja 2010

Gradobicie

Nic nie trwa wiecznie. Dotyczy to zwłaszcza pięknej pogody.
Sobotnie popołudnie spędziliśmy znowu wśród zieleni,
mniej lub bardziej pracowicie...
Panowie kosząc trawę i myjąc auta
(całkiem niepotrzebnie, jak się później okazało),
panie na doglądaniu roślinek, beztroskich zabawach z szaloną Zu i przeglądaniu prasy...
Beztroskie chwile brutalnie przerwał deszcz, który przerodził się w prawdziwą ulewę i gradobicie!






Jakimś cudem dotarliśmy cało i zdrowo do domu.
W oczekiwaniu na smakowitą kolację
(ulubione spaghetti teściowej czyli mamy)
powstały:
Lepianki na cztery ręce.





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz