Od poniedziałku walczymy z upiornym katarem. Wczoraj byłam już poważnie zaniepokojona, bo mała zaczęła mocno kaszleć i była wyraźnie rozbita. Na dodatek rano narzekała na ból ucha, co wprawiło mnie już w wisielczy nastrój. Mam jednak nadzieję, że uda nam się wydobrzeć bez interwencji lekarza. Póki co Don Daniello nabył w osiedlowej aptece syrop na kaszel i dziś przynajmniej w tej materii jest już lepiej. Katar jednak odpuścić nie chce, przechodzi kolorystyczne transformacje i wciąż jest bardzo obfity. Na szczęście nie ma gorączki, więc możemy zażywać uroków codziennych spacerów.
Gorsze samopoczucie nie przeszkodziło jednak dziecku w wyrażeniu wyraźnej dezaprobaty z powodu nieobecności taty podczas kąpieli. Podczas namydlania brzucha dało się słyszeć dziecięce biadolenie:
- Gdzie jesteś, tata? Ty łobuzie jeden!
Po czym po chwili:
-Gdzieś się schował! - dodało z wyrzutem w głosie, patrząc na mnie w oczekiwaniu na wyjaśnienia.
Wtorkowe rozgrywki czyli piłka w grze!
Najbardziej uszczęśliwiona była Inka, ze względu na niczym nieskrępowaną możliwość ruchu i pogoni za piłką...
Środowe spacery czyli Groszkowa Panienka.
Przygotowania do skoku w toku
Jeden z nich zakończony upadkiem
Lecz gdy mama pocieszy, dziecko w mig się cieszy...
A mnie dziś najbardziej zachwycił ten krzew!










Brak komentarzy:
Prześlij komentarz