Choć bardziej właściwie byłoby grzyborozczarowanie. Podeszczowa aura natchnęła mnie na spacer po lesie. Miałam nadzieję, że uda nam się w wilgotnej trawie znaleźć kilka ciekawych okazów. Namówiłam więc małża (Zuzi specjalnie zachęcać nie było potrzeby, jest bardzo otwarta na takie inicjatywy) na leśną eskapadę.
Jaka była moja radość, gdy po chwili, jako pierwsza wypatrzyłam dorodny egzemplarz.
Były to jednak miłe złego początki. Zawiodły i grzyby i sprzęt fotograficzny. Baterie padły po kilku minutach a zapasowe okazały się niechętne do współpracy. Leśne żniwo było więc bardzo marne (grzyby tylko dwa, w dodatku każdy z innej parafii), nawet do przysłowiowego barszczu za mało... Najprzyjemniejszym elementem wycieczki okazała się przekąska na trawie czyli śliwki i szarlotka.
- Dobre śliweczki? - pytam Małoletnią pałaszującą w skupieniu kolejny już owoc.
- Nooo. - odpowiada uradowana - Przepyszne!
Mała rzecz, a cieszy...
Piękna przyroda nie została więc zaklęta w fotografii.
Poniżej nieliczne leśne cuda, jakie udało się jeszcze uchwycić w kadrze...
Kwitnące drzewo...
Żuk na porannym spacerze...
W mrowisku ruch jak ... na targowisku!





Brak komentarzy:
Prześlij komentarz