Upalne niedzielne przedpołudnie spędziliśmy nad jeziorem. Zu jako debiutantka. W swoim żywiole, choć zodiakalnie przypisana do trygonu Ognia. Odważnie zanurzała się w ciepłej wodzie po kolana, po pas, po szyję (to już w objęciach mamy, udając pluskającą rybkę).
W ciągłym ruchu. Z patykiem w garści wpatrzona w odległy brzeg jeziora.
Lekcje pływania udzielane hipkowi.
I Zu jako cierpliwy instruktor.
Dbając o nawodnienie przyjeziornej roślinności przy pomocy podręcznej konewki podlewała okoliczne kwiatuszki.
Zadbała także o kąpiele wodne nadwornego golasa.
W maminym uścisku przepłynąć chciała na drugi brzeg jeziora.
Skończyło się jednak lekcją pływania na krótkich dystansach...







Brak komentarzy:
Prześlij komentarz