sobota, 7 sierpnia 2010

Mowotwory i muchy.

- Zrywnęłam Ci kwiatka, mamusiu! - to ostatnio hasło nadworne mojej blond laleczki. Z zapałem prawdziwego kolekcjonera zrywa, zbiera i taszczy do domu: kwiaty, kamyki, muszelki, źdźbła trawy.
- Pokazałam Ince, żeby sobie wąchnęła - zakomunikowała dziś wskazując na bujną roślinność spoczywającą na kuchennej podłodze.
Odwrotnie proporcjonalnie do zamiłowania względem roślinności wszelkiej wykazuje za to niechęć do: much, pająków i robaków.
- Uciekaj! Nie lubię Ciebie, mucho! - złorzeczy wymachując łapkami. I pod nosem dodaje:
- Spadła mi na nogę. Nie lubię jej. Ona jest niebrzydka...
Agresję słowną (w tym wydaniu) jestem w stanie zaakceptować, ale gdy dziś w kolejce do kasy zamachnęła się na faceta, który niczego nie świadomy stał się deptakiem dla pewnej leniwej muchy, zrobiło mi się dziwnie gorąco. Na szczęście w porę zapobiegłam katastrofie, uchwyciwszy w locie wprawioną w ruch rączkę małej osóbki z zaciętym wyrazem twarzy. A pomyśleć, że wygląda tak niewinnie...





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz