wtorek, 24 sierpnia 2010

Dzień Ignoranta

Miałam dziś nieodparte wrażenie, że obchodzimy nowe święto: Międzynarodowy  Dzień Ignoranta. Dlaczego? Z tej prostej przyczyny, że moje dzisiejsze smsy przeszły zupełnie bez echa, choć spodziewałam się całkiem innych reakcji... Wrrrrr.... Bardzo tego nie lubię! Ale, zignorujmy to! Cóż mi w końcu pozostało? Zadośćuczynić nowej tradycji chyba...

      ***

Pobyt na świeżym powietrzu ma kojącą moc.
Udaliśmy się więc dziś w rodzinnym gronie na Barbarkę.
Mały wieczorny wypad dla wywietrzenia ponurych myśli i zaostrzenia apetytu...



Dziecko z lubością oddawało się dokarmianiu królików. W tandemie z tatą, zwerbowanym do zrywania mleczu. W końcu jakiś podział obowiązków być musi.



Tyrolka, jak zawsze mocno oblegana. 
Dziecko wspięło się po jej krętych schodkach (drabinkach)
odważnie na sam szczyt.
A potem zaczęły się... schody,
bo z górnej wieży dosłyszałam dzieciecy głosik:
- Mamo, daj łapkę!
Mimo komunikatu: Wstęp tylko dla dzieci do lat 12,
tato z narażeniem życia ruszył na ratunek
(ryzykując zaklinowaniem lub zawaleniem konstrukcji). 
Dziecko zostało cudownie ocalone.
Straty niewielkie - jeansy pęknięte...

A po powrocie:
- Nie jedz teraz ciasteczek! - wyrażam pobożne życzenie pod adresem pierworodnej. - Zaraz będzie kolacja.
- Ale one się stęskniły - słyszę głosik przebiegłej lisicy. - Zobacz, jak się do mnie uśmiechają...
Wieczorna wyprawa okazała się być jednak na tyle wyczerpująca, że w małym brzuszku zmieściły się spokojnie dwa ciasteczka zbożowe, miseczka kluseczków z jajkiem, ćwierć nektarynki i kubeczek kakao.
Takie obżarstwo nie zdarza się co dzień...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz