Mam w domu takiego Ktosia,
co zowie się Zosia Samosia.
Rankiem sama wstaje z łóżeczka,
wraz z nią jej ukochana owieczka.
Do sypialni wkracza na bosych nóżkach
by w podskokach nurka dać do małżeńskiego łóżka.
Pies ewakuuje się w bezpieczne kanapy rejony,
nie chce być przypadkiem przez dziecię przygnieciony.
Samosia uwalnia się z okowów piżamy,
goła i wesoła przytula się do mamy,
po tym jak za burtą łóżka
ląduje jej brudna pieluszka.
I choć to wciąż jeszcze tak młoda dama,
wszystko najchętniej robi sama.
Myje rączki,
garnki zmywa,
chleb masłem smaruje,
do stołu nakrywa,
do kubka nalewa soczek,
mamie zakręca loczek,
"psinkę" na spacer zabiera,
gdy stolik brudny, to go wyciera.
I tak dzień cały czymś wciąż zajęta,
że o zabawie ledwo pamięta,
ta Zosia nasza, wiercipięta.
W moim magicznym domu....
Mydło wszystko umyje - nawet gdy dziecko się wije
Tam jest tata, tu jest Zuzia - czysta rączka, czysta buzia.



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz