niedziela, 7 lutego 2010

weekendowo, rozrywkowo

Weekend upłynął w towarzystwie bliskokrwistych.Mimo zaśnieżonych i skutych lodem szos w sobotni poranek ruszyliśmy na wieś do babci Ali. Niezmiennie już biegająca z prędkością światła Zuzka rozstawiała babcine psy po kątach, siejąc postrach najpierw rozpędzonym wózkiem (zwykle bez lalki, bo jak wiadomo powszechnie: baba z wozu, koniom lżej), a potem nowo nabytym autem od taty. Okazała się przy tym bardzo wytrawnym kierowcą policyjnego wozu terenowego, który miast dbać o praworządność i stać na straży bezpieczeństwa na drodze, rozwijał niedozwolone prędkości, zaliczył kilka stłuczek, i zdewastował nieco naturalną roślinność pani domu. Babcia, jak to zwykle z babciami bywa, była bardzo pobłażliwa wobec Zuzinych psot (kto śmiałby zadzierać z nieobliczalnym policjantem, nawet jeśli mierzy tylko nieco poniżej metra), usuwała skutki brawurowej jazdy i nosząc wnusię na rękach spełniała nawet najbardziej ekscentryczne zachcianki (np. pełniąc  rolę ścianki wspinaczkowej). Dziecko to niezwykła istota, która jest niekończącym się źródłem ciekawych obserwacji - zwłaszcza tak rezolutna i rozkoszna panienka jak nasza mała Zu - wulkan pomysłów, pogodna dusza i przylepka w jednym.
      W niedzielny poranek, kiedy po pobudce bladym świtem i łóżkowych czytankach i przytulankach, udało mi się skutecznie oddelegować małą do sypialny cioci Ani i Gucia i skraść jeszcze kilka minut błogosławionej drzemki, pomyślałam wysoce uradowana: pozytywy gadającego już i komunikatywnego dziecka są nieocenione. Niunia nie tylko skutecznie zapewniła sobie uwagę i rozrywkę w osobie wyżej wymienionych, ale kazała się również nakarmić i napoić, oraz podchwyciła nowe słówko, które cały poranek z lubością powtarzała. I tak biegała wysoce uradowana mianując się, zgodnie z sugestią Gucia, łobuzem. Aż trudno uwierzyć, że całkiem niedawno jeszcze niepewnie chwiała się na nogach i porozumiewała monosylabami. Wraz z nastaniem nowego roku 2010 nastąpiła prawdziwa eksplozja słowna, co przyjęto w rodzinie tak z wielkim entuzjazmem, jak i z pewnym niepokojem: nigdy nie było wiadomo, jakie z zasłyszanych słówek (nie zawsze całkiem przyzwoitych) przypadnie jej do gustu i zacznie je powtarzać jak mantrę. Zamykając więc dzisiejsze wywody:
Kochani, trzymajcie się na baczności, bo wszystko, co powiecie, może być wykorzystane przeciwko wam!

A oto fotorelacja:



Testowanie bryki, dzień drugi.

Może mandacik, panie ładny?



Foto 3: Po wyczerpującym  i  pracowitym dniu pora na posiłek.











Brak komentarzy:

Prześlij komentarz