sobota, 6 lutego 2010

Piątkowy zawrót głowy

Już chciałam pocieszyć się, że złośliwe przedmioty martwe dziś odpuściły, kiedy to za sprawą niefortunnie wciśniętej kombinacji klawiszy wcięło kawał sumiennie wystukanego dzisiejszego posta! To się dopiero nazywa ZŁOŚLIWOŚĆ :-(
POZOSTAJE JEDYNIE MARNA PRÓBA REKONSTRUKCJI ZDARZEŃ....

Od dawien dawna obiecuję sobie położyć się wreszcie spać o jakiejś przyzwoitej porze (ile można straszyć podkrążonymi oczami i rozdzierająco ziewać, eksponując zawartość jamy ustnej?!) Obiecanki-zasypianki! Znowu zastała mnie północ a ja wciąż jeszcze na pełnych obrotach (choć mocno już zdezelowana i przygarbiona). Będzie wiec w mocno telegraficznym skrócie. Podsumowanie dnia dzisiejszego: było i śmiesznie, i groźnie, i praktycznie i artystycznie, zdroworozsądkowo i życzeniowo tj. poranna gimnastyka i kanapowe szaleństwa imitujące skoki na trampolinie (tylko dzięki refleksowi dorosłych uczestników udało się ocalić dziecię przed karkołomnym i bolesnym upadkiem), wizyta u lekarza połączona z fotografowaniem zimowych plenerów i spacerem (3w1), podwieczorek literacki zorganizowany dla miśków i pluszaków maści wszelkiej zorganizowany przy dużym zaangażowaniu Niuni, która, nie wiem kiedy i jak, wywlekła je z wszelkich możliwych zakamarków swojego różowego królestwa, rodzinny obiad przy kuchennym stole (nawet małżonek nieoczekiwanie zaszczycił nas wizytą w porze obiadowej), budowa domku letniego dla lalek (materiały budowlane: karton zbiorczy po ryżu, papier kolorowy, taśma dwustronne klejąca, marker permanentny czarny), poobiednia sjesta (byłam bezkonkurencyjna w konkursie pod hasłem: kto zaśnie jako pierwszy. Moja urocza Zu zgromadziła tym czasem w swoim łóżku prawie wszystkich uczestników literackiego odczytu + kilka innych niezbędnych gadżetów, np. pomadkę do ust i grzebień, i wyskoczywszy z rajstop zasnęła wreszcie, jak wnioskuję, zwinięta w kłębuszek w rogu łóżeczka), prace porządkowe (m.in. usuwanie odpadów biologicznych z mocno ośnieżonego balkonu) windowshopping, niestety tylko wirtualny.

Na pakowanie rzeczy na weekendowy wyjazd zabrakło mi już czasu i cierpliwości, uczynię to zatem, jak zawsze w biegu, jutro czyli dzisiaj ;-)
Dom pogrążony w ciszy, zakłóconej jedynie moim burczeniem w brzuchu (kolacja też była jedynie wirtualna).Dorzucam kilka fotek i daję nurka pod kołdrę.


Nasza dzisiejsza ścieżka zdrowia
W towarzystwie współspaczy, już po przebudzeniu i w lekkim negliżu.

Na słodko...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz