Już chciałam pocieszyć się, że złośliwe przedmioty martwe dziś odpuściły, kiedy to za sprawą niefortunnie wciśniętej kombinacji klawiszy wcięło kawał sumiennie wystukanego dzisiejszego posta! To się dopiero nazywa ZŁOŚLIWOŚĆ :-(
POZOSTAJE JEDYNIE MARNA PRÓBA REKONSTRUKCJI ZDARZEŃ....
Od dawien dawna obiecuję sobie położyć się wreszcie spać o jakiejś przyzwoitej porze (ile można straszyć podkrążonymi oczami i rozdzierająco ziewać, eksponując zawartość jamy ustnej?!) Obiecanki-zasypianki! Znowu zastała mnie północ a ja wciąż jeszcze na pełnych obrotach (choć mocno już zdezelowana i przygarbiona). Będzie wiec w mocno telegraficznym skrócie. Podsumowanie dnia dzisiejszego: było i śmiesznie, i groźnie, i praktycznie i artystycznie, zdroworozsądkowo i życzeniowo tj. poranna gimnastyka i kanapowe szaleństwa imitujące skoki na trampolinie (tylko dzięki refleksowi dorosłych uczestników udało się ocalić dziecię przed karkołomnym i bolesnym upadkiem), wizyta u lekarza połączona z fotografowaniem zimowych plenerów i spacerem (3w1), podwieczorek literacki zorganizowany dla miśków i pluszaków maści wszelkiej zorganizowany przy dużym zaangażowaniu Niuni, która, nie wiem kiedy i jak, wywlekła je z wszelkich możliwych zakamarków swojego różowego królestwa, rodzinny obiad przy kuchennym stole (nawet małżonek nieoczekiwanie zaszczycił nas wizytą w porze obiadowej), budowa domku letniego dla lalek (materiały budowlane: karton zbiorczy po ryżu, papier kolorowy, taśma dwustronne klejąca, marker permanentny czarny), poobiednia sjesta (byłam bezkonkurencyjna w konkursie pod hasłem: kto zaśnie jako pierwszy. Moja urocza Zu zgromadziła tym czasem w swoim łóżku prawie wszystkich uczestników literackiego odczytu + kilka innych niezbędnych gadżetów, np. pomadkę do ust i grzebień, i wyskoczywszy z rajstop zasnęła wreszcie, jak wnioskuję, zwinięta w kłębuszek w rogu łóżeczka), prace porządkowe (m.in. usuwanie odpadów biologicznych z mocno ośnieżonego balkonu) windowshopping, niestety tylko wirtualny.
Na pakowanie rzeczy na weekendowy wyjazd zabrakło mi już czasu i cierpliwości, uczynię to zatem, jak zawsze w biegu, jutro czyli dzisiaj ;-)
Dom pogrążony w ciszy, zakłóconej jedynie moim burczeniem w brzuchu (kolacja też była jedynie wirtualna).Dorzucam kilka fotek i daję nurka pod kołdrę.
Nasza dzisiejsza ścieżka zdrowia
W towarzystwie współspaczy, już po przebudzeniu i w lekkim negliżu.
Na słodko...



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz