Wkrótce dołączy do niej nasza mała Zu. Klamka zapadła. Okazało się, że w poleconym przez zaprzyjaźnioną panią A. z Łosiowiska, przedszkolu są jeszcze dwa wolne miejsca w grupie dla dwulatków. Uznaliśmy, że warto spróbować już teraz, zwłaszcza, że Zulka jest bardzo samodzielna a towarzystwo innych dzieci będzie z pewnością atrakcyjniejsze niż mama z dorodnym brzuchem, a potem mama z płaczącym maluchem. Ja złapię trochę oddechu przed kolejnym rodzicielskim wyzwaniem, a Niunia spokojnie zaadoptuje się w nowej sytuacji, bo bez rozlewu łez nie obejdzie się z całą pewnością. I choć z jednej strony odetchnęłam z wielką ulgą, dopełniwszy formalności i z dreszczykiem emocji pomyślałam czym wypełnię wolne godziny (łącząc przyjemne z pożytecznym, i wspierając nieco, mam nadzieję, domowy budżet), to niezmienne towarzyszy mi też uczucie rozdarcia. Martwię się jak Zuza zniesie nagłą i nieoczekiwaną rozłąkę, jak ja ją zniosę?! Bo i chcę, i się boję. Trudne te matczyne decyzje i wybory. Poleją się łzy rzęsiście, bo już teraz na samą myśl o tym wilgotnieją oczy...

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz