Prośby o deszcz zostały wysłuchane. Zaskoczył nas podczas wieczornej przechadzki. Ach, co za miła to była odmiana! Zamiast żaru z nieba lało deszczysko. Dziecko piszczało w podskokach. Przemokłyśmy do gatek.
Przypomniał mi się dziki taniec w deszczu na Leszczynowej, z moją ówczesną szaloną psiapsiółką, kiedy to boso skakałyśmy po kałużach. Studentki pierwszego roku germanistyki! Ach, taka spontaniczna radość z byle powodu bywa czasem nieo(d)ceniona... Żyjemy skrępowani zakazami, nakazami, czasem własnym bzdurnymi ograniczeniami. Ale dzieciom zawsze w niej do twarzy.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz