Upalny urlop nad morzem dobiegł końca. Zostawił po sobie ślad w postaci miodowej opalenizny, muszelkowych skarbów i wspomnień utrwalonych na dysku twardym komputera. Skrywałam się w cieniu drzew na kamieniach i pod falbanami błękitnego parasola, z trudem znosząc w tym roku nieziemski, jak na nasze klimaty, upał i z podziwem obserwując moją blond nimfę, która niczym syrena wynurzała się raz po raz z morskiej piany, pląsała nad brzegiem, parskała jak konik, wydając dzikie okrzyki wojownika i wykazując niespożytą wprost i niezmącona zabójczą temperaturą energię, odżywiając się energią z kosmosu (wszelkie produkty spożywcze, z wyjątkiem płynnych, z trudem wielkim i w ilościach śladowych przechodziły jej przez gardło). Dziecko moje zdawało się być żaro- i jedzenioodporne...
Pluska się rybka w babcinych ramionach. Rozanielona.
A gdy figluje w taty objęciach, mama wciąż pstryka nowe ujęcia...
Nieliczne chwile na suchym lądzie.
Przyjmując najróżniejsze pozy, liczne przechodzi metamorfozy.
Raz jest tygrysem dzikim i młodym, raz jest diablicą niewinnej urody.
Z gracją syreny wynurza się nimfa nadmorskiej sceny.
Raz skarbów szuka w piasku odmętach,
raz na ważki poluje, niezwykle przejęta.
Gdy pogrupuję zdjęcia, zapraszam na kolejne ujęcia.











Z wielką przyjemnością porzyjmę zaproszenie. Pozdrawiam znad nieco cieplejszego morza. Monika.
OdpowiedzUsuńP.S. Bardzo podoba mi się pierwsze i ostatie zdjęcie. Pozzostałe też są fajne a jeszcze w tej rymowanej "okrasie"...
Tej okrasy się nijak pozbyć nie mogę. Sama mi się na klawiaturę pcha... A zdjęcia, ach, nie są takie, jakie mogłyby być. Mam sobie wiele do zarzucenia. Zabrakło mi w tym upale twórczego skupienia. Ale Twoje za to, jak zawsze, urocze. Miło Cię gościć online. Do miłego...
OdpowiedzUsuńDo miłego, i do rychłego. I nie zarzucaj sobie nic moja droga, bo praktyka czyni mistrza.
OdpowiedzUsuń