niedziela, 18 lipca 2010

Morze tak, może nie...


Upalny urlop nad morzem dobiegł końca. Zostawił po sobie ślad w postaci miodowej opalenizny, muszelkowych skarbów i wspomnień utrwalonych na dysku twardym komputera. Skrywałam się w cieniu drzew na kamieniach i pod falbanami błękitnego parasola, z trudem znosząc w tym roku nieziemski, jak na nasze klimaty, upał i z podziwem obserwując moją blond nimfę, która niczym syrena wynurzała się raz po raz z morskiej piany, pląsała nad brzegiem, parskała jak konik, wydając dzikie okrzyki wojownika i wykazując niespożytą wprost i niezmącona zabójczą temperaturą energię, odżywiając się energią z kosmosu (wszelkie produkty spożywcze, z wyjątkiem płynnych, z trudem wielkim i w ilościach śladowych przechodziły jej przez gardło). Dziecko moje zdawało się być żaro- i jedzenioodporne...


Na mokrym piasku kreśli serce. Przejęta wielce.


Pluska się rybka w babcinych ramionach. Rozanielona.




A gdy figluje w taty objęciach, mama wciąż pstryka nowe ujęcia...


Nieliczne chwile na suchym lądzie.


Przyjmując najróżniejsze pozy, liczne przechodzi metamorfozy.
Raz jest tygrysem dzikim i młodym, raz jest diablicą niewinnej urody.


Z gracją syreny wynurza się nimfa nadmorskiej sceny.


Raz skarbów szuka w piasku odmętach,


raz na ważki poluje, niezwykle przejęta.

Gdy pogrupuję zdjęcia, zapraszam na kolejne ujęcia.

3 komentarze:

  1. Z wielką przyjemnością porzyjmę zaproszenie. Pozdrawiam znad nieco cieplejszego morza. Monika.
    P.S. Bardzo podoba mi się pierwsze i ostatie zdjęcie. Pozzostałe też są fajne a jeszcze w tej rymowanej "okrasie"...

    OdpowiedzUsuń
  2. Tej okrasy się nijak pozbyć nie mogę. Sama mi się na klawiaturę pcha... A zdjęcia, ach, nie są takie, jakie mogłyby być. Mam sobie wiele do zarzucenia. Zabrakło mi w tym upale twórczego skupienia. Ale Twoje za to, jak zawsze, urocze. Miło Cię gościć online. Do miłego...

    OdpowiedzUsuń
  3. Do miłego, i do rychłego. I nie zarzucaj sobie nic moja droga, bo praktyka czyni mistrza.

    OdpowiedzUsuń