Pragnę odnotować iż powiększyła się nam rodzina. Oczywiście bardziej w skali makro, niż mikro, bo tytułowy Maciuś to pierworodny szwagra i szwagierki. Upragniony, wyczekany, miał być gigantem, okazał się mikrusem... Póki co zadowolić się musiałam kontemplowaniem maluszka w formacie ememesowym, ale myślę, że już wkrótce odwiedzimy młodych i nieopierzonych rodziców, żeby obejrzeć bąbla w realu. Jestem bardzo ciekawa reakcji Zuzy... Póki co, owładnięta przedurlopową gorączką i pochłonięta tak nielubianym przeze czynnościom jak pakowanie, uwinęłam się i z tacą dla jubilatki (uszczęśliwionej mocno podarkiem, na który, jak się okazało, od dawien dawna miała chęć wielką), i skrzynią skarbów dla młodego Macieja D. Efekt końcowy okazał się całkiem przyjemny dla oka. Została mi jedynie przysłowiowa kropka nad i tj. zamontowanie zgrabnego zameczka, co jest już zabiegiem mało czasochłonnym, mogę więc na urlop wyruszyć z czystym sumieniem i przeświadczeniem, że czasem rzeczywiście chcieć, znaczy móc. Wystarczy tylko skutecznie zmotywować się do pracy...




Wspaniała i cudna jest ta skrzynia. Czy trzeba zostać matką, by taką posiąść?
OdpowiedzUsuńOch Monik, Monik, z pewnością trzeba zostać matką, by mieć takie inspiracje... A tak całkiem serio: obie mamy fantazję i możliwości do tworzenia przyjemnych dla oka wspaniałości. Jeśli tylko chcesz możemy dokonać transakcji wymiennej, wystarczy tylko, że szepniesz słówko ;-)
OdpowiedzUsuń