Gdy na chwilę zelżał nieznośny (dla mnie wyjątkowo w tym roku) upał, z nieukrywaną przyjemnością mogłam przysiąść podczas codziennego spaceru z moją energetyczną dwulatką na drewnianej ławeczce i leniwie przyglądać się niebu. Dziecko hasało beztrosko pośród gimnastycznych sprzętów jednego z placów zabaw, chwytając wiatr we włosy. Pozazdrościłam jej niespożytej energii. Ja, niestety, działam zrywami. Gdy mnie już dopadną wyrzuty sumienia, że się zbyt długo z czymś ociągam, znajduje w sobie pewnego pięknego dnia pokłady niezwykłej energii i smagam się w myślach niewidzialnym bacikiem, dopingując do działania. I robię pięć rzeczy na raz, ubolewając, że doba za krótka, by w niej wszystko pomieścić. I tak ostatnio jest i z moim blogiem. Miast starym zwyczajem, przysiąść wieczorem, z kubkiem parującej herbaty lub cappuccino, przejrzeć fotki i zebrać myśli wieńcząc je krótką notką na blogu, zasiadam doń po tygodniu dręczona wyrzutami i lekką amnezją i jedynie dzięki posegregowanym zdjęciom rekonstruuję minione wydarzenia, scenki, sytuacje... No cóż, ten model chyba tak już ma. Dziś właśnie bez szaleństw, pogapić się na niebo, poczytać w cieniu balkonowego winobluszczu...
poniedziałek, 26 lipca 2010
niebo
Gdy na chwilę zelżał nieznośny (dla mnie wyjątkowo w tym roku) upał, z nieukrywaną przyjemnością mogłam przysiąść podczas codziennego spaceru z moją energetyczną dwulatką na drewnianej ławeczce i leniwie przyglądać się niebu. Dziecko hasało beztrosko pośród gimnastycznych sprzętów jednego z placów zabaw, chwytając wiatr we włosy. Pozazdrościłam jej niespożytej energii. Ja, niestety, działam zrywami. Gdy mnie już dopadną wyrzuty sumienia, że się zbyt długo z czymś ociągam, znajduje w sobie pewnego pięknego dnia pokłady niezwykłej energii i smagam się w myślach niewidzialnym bacikiem, dopingując do działania. I robię pięć rzeczy na raz, ubolewając, że doba za krótka, by w niej wszystko pomieścić. I tak ostatnio jest i z moim blogiem. Miast starym zwyczajem, przysiąść wieczorem, z kubkiem parującej herbaty lub cappuccino, przejrzeć fotki i zebrać myśli wieńcząc je krótką notką na blogu, zasiadam doń po tygodniu dręczona wyrzutami i lekką amnezją i jedynie dzięki posegregowanym zdjęciom rekonstruuję minione wydarzenia, scenki, sytuacje... No cóż, ten model chyba tak już ma. Dziś właśnie bez szaleństw, pogapić się na niebo, poczytać w cieniu balkonowego winobluszczu...
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz