poniedziałek, 20 września 2010

Zasmarkani...

Aura nas nie rozpieszcza. Zdecydowanie! No mercy! - zdaje się krzyczeć. Po wietrznej, lecz słonecznej niedzieli, nastał nieprzyjazny poniedziałek z temperaturą powietrza 9 st. C. Widok zaparowanej kuchennej szyby w połączeniu ze wskazaniem termometru wprawił mnie ponownie w stan wibracji. Dziś po raz pierwszy od niepamiętnych czasów to ja obudziłam moją kruszynkę a nie ona mnie. W nowym łóżeczku miałam do niej łatwy dostęp. Dopiero po solidnej dawce pieszczot i łaskotek otworzyła oczy, by, ku mojemu zdumieniu , odpowiedzieć:
- Ja jeszcze pośpię troszeczkę...
Pomyślałam, że to jakiś nowy przedprzedszkolny unik, ale już po chwili przydreptała do łazienki z miśkiem w garści, wydając mi stosowne instrukcje w stylu: Zrób mi mleczko, daj mi "ogurcik" itp.
Poranek upłynął w atmosferze wręcz idyllicznej (bezproblemowe ubieranie, czesanie: dziś opcja - dwie kitki, zero grymasów i łez związanych z wizją pójścia do przedszkola).
Sielską atmosferę zmącił jedynie na chwilę eksperyment kulinarny Zuzy (wlała do jogurtu resztkę kakao, przez co stał się zupełnie niejadalną breją).
Zmęczeni po weekendowych eskapadach i wciąż mocno zasmarkani rozpoczęliśmy kolejny tydzień września, odarci brutalnie ze złudzeń, że jeszcze nastanie w tym roku złota polska jesień... Podobno w październiku ma nastąpić pierwszy atak zimy. Moją jesienną plenerową sesję ciążową chyba więc diabli wzięli...!
Och, Monik, Monik, wiem, że umiesz czarować. Może użyłabyś swych nadprzyrodzonych zdolności, by jednak nasz plener mógł się odbyć?

Nowe, "dorosłe" łóżko naszej kochanej żabci (tj. Zuzki, rzecz jasna).

3 komentarze:

  1. "no merci" - "nie towarow" po wlosku, "nie dziekuje" po francusku. mam wrazenie, ze nie o to chodzilo autorowi

    OdpowiedzUsuń
  2. a tam, drobiazgi, a gdzie to nowe łóżeczko, jeszcze nie obfotografowane?to dopiero wpadka!

    OdpowiedzUsuń