Aura nas nie rozpieszcza. Zdecydowanie! No mercy! - zdaje się krzyczeć. Po wietrznej, lecz słonecznej niedzieli, nastał nieprzyjazny poniedziałek z temperaturą powietrza 9 st. C. Widok zaparowanej kuchennej szyby w połączeniu ze wskazaniem termometru wprawił mnie ponownie w stan wibracji. Dziś po raz pierwszy od niepamiętnych czasów to ja obudziłam moją kruszynkę a nie ona mnie. W nowym łóżeczku miałam do niej łatwy dostęp. Dopiero po solidnej dawce pieszczot i łaskotek otworzyła oczy, by, ku mojemu zdumieniu , odpowiedzieć:
- Ja jeszcze pośpię troszeczkę...
Pomyślałam, że to jakiś nowy przedprzedszkolny unik, ale już po chwili przydreptała do łazienki z miśkiem w garści, wydając mi stosowne instrukcje w stylu: Zrób mi mleczko, daj mi "ogurcik" itp.
Poranek upłynął w atmosferze wręcz idyllicznej (bezproblemowe ubieranie, czesanie: dziś opcja - dwie kitki, zero grymasów i łez związanych z wizją pójścia do przedszkola).
Sielską atmosferę zmącił jedynie na chwilę eksperyment kulinarny Zuzy (wlała do jogurtu resztkę kakao, przez co stał się zupełnie niejadalną breją).
Zmęczeni po weekendowych eskapadach i wciąż mocno zasmarkani rozpoczęliśmy kolejny tydzień września, odarci brutalnie ze złudzeń, że jeszcze nastanie w tym roku złota polska jesień... Podobno w październiku ma nastąpić pierwszy atak zimy. Moją jesienną plenerową sesję ciążową chyba więc diabli wzięli...!
"no merci" - "nie towarow" po wlosku, "nie dziekuje" po francusku. mam wrazenie, ze nie o to chodzilo autorowi
OdpowiedzUsuńFuck! Znowu wpadka...
OdpowiedzUsuńa tam, drobiazgi, a gdzie to nowe łóżeczko, jeszcze nie obfotografowane?to dopiero wpadka!
OdpowiedzUsuń