Są, są, są! Znalazły się zagubione zapiski ze złotymi myślami Zuzanny! Moja teoria: SZUKAJ CZEGOŚ INNEGO, A TO, CO ZAGINĘŁO KILKA DNI TEMU Z PEWNOŚCIĄ WŁAŚNIE SIĘ ZNAJDZIE jak zawsze działa! A propos złotych myśli przypomniały mi się moje ZŁOTE MYŚLI z dzieciństwa czyli kolorowy zeszyt z pytaniami, który wręczało się różnym znajomym z prośba o szczery i rzetelny wpis ( Pytania dotyczyły ich upodobań, sympatii, antypatii, gustów muzycznych, kulinarnych itp.) Fajna sprawa! Moja sekcja pytań była zawsze bardziej rozbudowana i poszerzona o oryginalne w porównaniu z ZM moich koleżanek. Ach, gdyby tak odnaleźć ten skrawek dzieciństwa... może u mamy w piwnicy gdzieś się zawieruszył...?
Wracając do Zuzy, przytaczam bez dbałości o chronologię i rozbudowaną scenografię. Voila! Wrześniowy językowy miszmasz Zuzanny D. z fotkami w tle.
- Mam wrażenie, że coś zapomniała zabrać... - w ustach dwulatki brzmi komicznie. W dodatku to zazwyczaj moje własne słowa, kiedy wyprawiamy się w jakąś dalszą podróż.
Dziecko nie często skore jest do kompromisów. Przynajmniej moje: lubi decydować o wszystkim sama.
Nie pamiętam już czego dotyczyły te negocjacje, ale podsumowanie Zu rozłożyło mnie na łopatki.
- Skoro tak twierdzisz, to ustalone! - wypaliła ze śmiertelnie poważną miną moja genialna córeńka.
Po sytym i błyskawicznie zjedzonym obiedzie oferuję dziecku słodkie co-nie-co:
- Mogę Ci zaproponować pierniczki. Masz ochotę? - pytam.
- Wybieram ochotę na lizaczka!- odpowiedziało sprytnie Maleństwo.
- Mama, coś mi tu przeszkadza! - skarży się córcia. - Pupa z tyłu. Coś mi burczyyy...
Nie śmiej się! Nie lubię takich głupotów!
Godziny popołudniowe w kuchni. Kuchnia moja i mojej mamy ma takie specyficzne właściwości, że przedmioty w niej (żywotne garnki, skaczące sztuczce, latające talerze) wyjątkowo hałasują. Przy niewielki współudziale osób trzecich. W odpowiedzi na jeden z tradycyjnych już, choć nieoczekiwanych rumorów odpowiada Zu:
- Przestraszyłaś mnie. Głowa mi pęknie od hałasu!
- Ja? Kochanie! To znowu ten złośliwy garnek chciał mi wyskoczyć z ręki...
Zuzia opowiada w przedszkolu, że będzie miała braciszka. Nie wiem dlaczego akurat chłopiec się do niej przykleił. Czy to czyjaś sprawka, próba telepatycznego wywierania wpływu na płeć potomka (pamiętam jak dziś, jak babcia kazała mi się modlić o braciszka, gdy moja mama była w ciąży i jak babcia Daniela macała mój ciężarny brzuch i przepowiadała chłopca czyli dziewczynkę) czy pobożne życzenie Zuzki?
Efekt jest taki, że małż musiał dementować przedszkolne plotki, bo płeć jest nadal owiana tajemnicą a i przeczucia też niejednoznaczne. Po zdemontowaniu starego łóżeczka Zulki i zmianach w jej pokoju wywiązała się rozmowa i z ust młodocianej padły poważne deklaracje:
- Kupię z wami łóżeczko dla mojego braciszka, dobrze? I będę z nim spała razem, wiesz. I będę go kąpała a on będzie wołał: "Zaaając!" i będę z nim kicała...
We will see... - pomyślałam. Moja słodka dziewczynka!





Brak komentarzy:
Prześlij komentarz