piątek, 3 września 2010

Wrześniowe negocjacje

Przedszkolnego dnia trzeciego udałam się na negocjacje z panią dyrektor. Po gorących dyskusjach, wymianach spostrzeżeń z innymi matkami, mężem, przyjaciółką uznałam, że nie świruję, nie jestem przewrażliwiona i to, co dostrzegłam za drzwiami placówki ma prawo mnie niepokoić. Uznałam, że metoda zamiatania pod dywan i tłumienia własnych odczuć oraz nadzieja, że problemy same się jakoś rozwiążą, nie jest dobrą taktyką. Opracowałam strategię działania, udałam się na dyplomatyczną i szczerą rozmowę i ... osiągnęłam zamierzony cel. Moje spostrzeżenia okazały się słuszne, cenne i jak najbardziej potrzebne. 

Zuzka zmieniła grupę i opiekuna. Efekty były widoczne już pierwszego dnia. Nowa pani bardzo przypadła do gustu nam obu. Na pożegnanie był i buziaczek i serdeczne uściski i zapewnienia rychłego zobaczenia. Mogłam odetchnąć z ulgą. Połowiczną, co prawda, bo okres adaptacyjny wciąż jeszcze trwa, a najtrudniejsze bolesne chwile rozstania przed nami. Ale grunt to poczucie, że dziecko jest powierzone w troskliwe i życzliwe ręce.

Nowa grupa jest grupą trzylatków, ale Mała Zu nie odstaje od pozostałych dzieci ani pod względem samodzielności, ani elokwencji. Zawsze z resztą czuła się lepiej w otoczeniu starszych dzieci, z którymi mogła się swobodnie komunikować.


Pierwsze przedszkolne śniadanie za nami.


Bob budowniczy pracuje pełną parą.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz