- Mamo, okrompnie pada! - z takim okrzykiem na ustach zbudziło mnie dzisiaj moje słodkie dziecię. Rzeczywiście pogoda pod zdechłym Azorkiem: zimno, mokro i nieprzyjaźnie za oknem. Dobrze, że nastrój dziecku dopisywał i że mimo wydłużonego weekendu (a więc dłuższej niż zwykle przerwy w zajęciach przedszkolnych) obyło się bez protestów, kiedy przypomniałam, że dziś koniec z leniuchowaniem w domu.
Wszystkie znaki na niebie i na ziemi wskazują na to, że Maleństwo zaadoptowało się do nowych warunków i to szybciej, niż się tego spodziewałam. Mogę być z niej na prawdę dumna! Jest teraz jeszcze bardziej samodzielna i wygadana, a w całym domu rozbrzmiewają co i rusz jakieś przedszkolne pieśni i opowieści... dotyczące zazwyczaj dwóch przedszkolnych kolegów, bo jak się okazuje, to ich towarzystwo nad damskie przedkłada nasza Psotka-Trzpiotka.
Tymczasem ja sortuję weekendowe zdjęcia, z nutką westchnienia wspominając przyjazną i słoneczną aurę i maluję moje drewniane cudeńka, które obiecałam dostarczyć w tym tygodniu do zaprzyjaźnionego sklepu wnętrzarskiego...
Podróż za jeden uśmiech. No, może dwa....
Jeszcze nie tak dawno nie było mowy o żadnych kucykach, spinkach czy warkoczykach...
A teraz proszę: prawdziwy przedszkolaczek ochoczo zgadza się na wszelkie fryzjerskie eksperymenty!
Chcę oglądać twoje nogi, nogi, nogi, nogi...
Chcę byś założyła mini, mini, mini, mini...
Zamyślona, zapatrzona...
Fiku-miku, dziecko wśród patyków...







Brak komentarzy:
Prześlij komentarz