Wrzesień potraktował nas w tym roku bardzo chłodno. Czyżby zemsta natury za utyskiwania z powodu lipcowych upałów!? Temperatura oscyluje wokół 15 st. (choć wczoraj, o godz. 11 kreska termometru wskazywała bezlitośnie 7 st.), a deszcz wpisała się już chyba na stałe w wrześniowy krajobraz.
Weekend upłynął w towarzystwie bliskokrwistych. Udało mi się namówić na wizytę w Toruniu moich rodziców. Specjalnych wybiegów nie musiałam stosować, zazwyczaj wystarcza niewielka zachęta i wolna sobota, by przebywszy dwugodzinną trasę zjawili się w naszych skromnych progach, witani radosnym piskiem Maleństwa i energicznym machaniem psiego ogona, poprzedzonego donośnym (jak na psa obronnego przystało) szczekaniem.
W programie znalazła się wizyta w firmie małża i zaległy szampan połączony z degustacją lodów. (Fotograf zatopiony w jakimś katatonicznym stanie, zapomniał o obfotografowaniu uroczystości!), babski wypad do galerii (dla mnie nieco traumatyczny, czułam się wyjątkowo źle we własnej skórze, fryzurze, skąpym odzieniu i moim "błogosławionym", lecz opłakanym stanie), rękodzielnictwo (obiecałam pewnej zaprzyjaźnionej duszycy wykonanie kilku drobiazgów na niedzielny jarmark, zorganizowany z okazji święta ulicy) i babskie ploteczki z jarmarcznym harmidrem w tle.
Psiocząc nieco na niesprzyjającą aurę i upadek społecznej wrażliwości na piękno i artystyczny kunszt, zalew chińskiej tandety, pochwały bylejakości, promocyjnego rozpasania, niezdecydowania i bezguścia amatorów hipermarketów, doszłyśmy do wnioski, że chyba jesteśmy nie z tego świata i mimo próby ratowania się przed utonięciem (jak rzekłaby Ania z Zielonego Wzgórza) w otchłani rozpaczy poprzez podniesienie poziomu endorfin we krwi (na stoisku obok serwowano przepyszne muffiny, czekoladowce i kruche ciastka z żurawiną i pomarańczą w duecie z gorącą czekolada lub lemoniadą), to mimo uroczego towarzystwa i kulinarnych smakowitości opuściłam moje zacne panie w minorowym nastroju, by w oczekiwaniu na spóźniający się autobus jeszcze bardziej brutalnie zderzyć się z szarą i przygnębiającą rzeczywistością.



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz