… że mimo przeciwności i przewrotności losu, jest w
człowieku pozytywna energia z bliżej nieznanego źródła, dziwny spokój i
pogodzenie z losem, zdolność odczuwania radości dnia codziennego, potrzeba
bycia czułym, życzliwym, cierpliwym i pomocnym. Kiedy ma się ochotę przekazywać innym tylko dobre wiadomości i dostrzega się tylko jasne strony życia. To dzień, w którym wspólny posiłek jest
świętem a rozmowa spotkaniem z drugim człowiekiem… Dziś właśnie przydarzył się
on mnie.
Są takie dni w tygodniu...
... kiedy nie należy chwalić dnia przed
zachodem słońca. Kiedy ktoś jednym przykrym słowem zabija całą twoją naiwność i
ufność w ludzką dobroć.Kiedy niczym
bańka mydlana twój dobry nastrój i spokój ducha rozpływa się w gęstej
atmosferze oskarżeń… Dziś właśnie przydarzył się on mnie.
Podobno nie warto jednak rozpamiętywać tego, co przykre.
Podsumowując dzisiejszy dzień (spuszczając zasłonę milczenia na to, czym myśli zaprzątać nie warto), przypomniała mi się
piosenka Kasi Kowalskiej pt. "Coś optymistycznego."
I bilans końcowy musi wyjść na plus, bo przecież:
- spędziłam miłe przedpołudnie w towarzystwie mojej gościnnej i serdecznej imienniczki
- opuściłam jej progi z naręczem uroczych ubranek dla Zuzi
- spędziłam miłe przedpołudnie w towarzystwie mojej gościnnej i serdecznej imienniczki
- opuściłam jej progi z naręczem uroczych ubranek dla Zuzi
(och, będę ją stroić, próżna baba ze mnie, wiem)
- z urokliwym gotowym albumem na zdjęcia (chyba wrześniowe, tak myślę), w którego posiadanie weszłam drogą transakcji wymiennej
- przyczyniłam się przypadkiem do sukcesu (mam nadzieję!) naszego kursu fotograficznego (jestem pewna, że razem zbierzemy ekipę 18 babek, bo kto jak nie tak obrotna trójca ja my?!)
- podbudowałam się dziś w kwestii urody moich "malowideł" (choć jeszcze nie wiem, czy przełoży się to w przyszłości na jakieś wymierne korzyści materialne)
- z urokliwym gotowym albumem na zdjęcia (chyba wrześniowe, tak myślę), w którego posiadanie weszłam drogą transakcji wymiennej
- przyczyniłam się przypadkiem do sukcesu (mam nadzieję!) naszego kursu fotograficznego (jestem pewna, że razem zbierzemy ekipę 18 babek, bo kto jak nie tak obrotna trójca ja my?!)
- podbudowałam się dziś w kwestii urody moich "malowideł" (choć jeszcze nie wiem, czy przełoży się to w przyszłości na jakieś wymierne korzyści materialne)
- wybrałam się dziś z moją wspaniałą córuś do toruńskiej pierogarni, gdzie w przemiłej atmosferze zjadłyśmy, jak prawdziwe damy, przepyszne domowe pierogi na słodko (z czekoladą, śliwkami, orzechami, miodem, konfiturami i kwaśną śmietanką) i udałyśmy się z wizytą do ulubionej żabiej fontanny...
Palce lizać...
Pocałuj żabkę w łapkę...
Zawsze mocno broniłam się przed byciem przeciętną i nudną. Spotkania z takimi ludźmi jak Monik, utwierdzają mnie w przekonaniu, że wbrew temu, co powiedziała o mnie kiedyś moja ex-przyjaciółka, wbrew horoskopom i innym teoriom spiskowym posiadam jakieś szczególne talenty, które czynią mnie wyjątkową. I coraz bliżej mi chyba do artystycznej i wrażliwej natury Wodnika, niż oschłości i wyniosłości pragmatycznego i kostycznego Koziorożca. A to, dzięki ludziom, których na szczęście dane mi było spotkać na swojej drodze, którzy pozwolili mi zobaczyć siebie ich życzliwymi oczami i dzięki którym odkryłam nowe pasje, i znalazłam w sobie odwagę, by je rozwijać i które dziś ratują mnie przed poczuciem bezsensu i dają pole do twórczego działania. A w tej plejadzie moich osobistych gwiazd jest moja wariatka z ulicy Rabiańskiej ze swoim scrapowo-fotograficznym bzikiem i taki jak ja zamiłowaniem do przedmiotów i miejsc z duszą.





a ta żabka nie zamieniła się w księcia?
OdpowiedzUsuńNie i w sumie dobrze. Bo co ja bym z tym księciem zrobiła? Ja zajęta, a Młoda za młoda...
OdpowiedzUsuńTo pierwsze zdjecie jest swietne!!!!
OdpowiedzUsuń