Główną atrakcją wiejskiej wyprawy była wizyta u krówek. Do tej pory obserwowane głównie zza szyby samochodu (doskonała metoda skłaniająca Zuzę do obserwowanie krajobrazów podczas podróży) tym razem były na wyciągnięcie ręki. W dodatku w doborowym końskim towarzystwie!
Koń okazał się z resztą bardzo skory do pozowania.
Na pastwisku przyłapaliśmy również dumnie kroczącego bociana.
Czereśnie jeszcze nie w pełni dojrzałe.
A jednak, wskoczyłam na drzewo, by skosztować.
Nie odmówiłam sobie również przyjemności sfotografowania kwiatów.
Każdy miał swoje drobne przyjemności.
Dziecko, oprócz obcowania z przyrodą, z lubością i ogromnym zaangażowaniem
oddało się myciu samochodu.
Zaś po dobrze wykonanej robocie, mogło poświęcić czas poławianiu ryb...
Pielęgnacji ogrodu...
i innym typowo dziewczęcym zajęciom...
Mistrz kierownicy ucieka ;-)
Sport to zdrowie. Powiadają. Lecz by go uprawiać, trzeba mieć końskie zdrowie.
Jak wygląda koń, każdy widzi. A okazy końskiego zdrowia poniżej...





















Brak komentarzy:
Prześlij komentarz