środa, 16 czerwca 2010

Lody

W ramach nagrody zabrałam dziecię na lody.
Jak na damy przystało do lodziarni nas zawiało.


W zacienionym ogródku przy chłodnej porcji słodyczy
czas przyjemnie płynął.
Przy jednym ze stolików, zajętym przez leciwych już nieco panów
rozległo się nagle donośne: A-psik!
Na co dobrze wychowane dziecię moje równie głośno odparło:
- Na zdrowie! - wzbudzając powszechną wesołość klientów kawiarni.


Po babci chyba odziedziczyła Zuza słabość do kwiatów.
Obwąchuje wszystkie, które spotka na swojej drodze.


Popołudniową porą w Łosiowisku.
Mała Zu całkowicie pochłonięta malowaniem rybki.
I choć bluzkę zamaczałam zgodnie z instrukcją to,
w amoku twórczym zabrudzona,
nie odzyskała już dawnej świetności.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz