poniedziałek, 7 czerwca 2010

Spieszmy się

kochać ludzi, tak szybko odchodzą.
Zostają po nich buty i telefon głuchy...

Dziś w nocy odeszła bliska nam osoba.
Bliska, choć daleka.
Daleka, bo skryta.
Skryta, bo zbyt długo nosiła w sobie tajemnicę o swojej chorobie.
Zbyt długo, by pomóc, stawić jej czoła.

Dlaczego żyjemy jak w skorupach?!
Dlaczego tak rzadko potrafimy rozmawiać o tym, co na prawdę ważne?
Dlaczego nie dajemy sobie prawa do otwartego
przeżywania i okazywania uczuć?

Umarła otoczona ludźmi.
Trzymana za rękę, ale w obliczu śmierci samotna.
Z ustami zasznurowanym milczeniem.

Bezsilność i żal palą gorącymi łzami.
Nieodwracalność i ostateczność tego, co się stało boli chyba najbardziej.

Ostatnie zdjęcie, które udało mi się zrobić Mariolce.
17. kwietnia spotkaliśmy się w rodzinnym gronie
by świętować 2. urodziny Zuzki.
Była jeszcze pełna energii, i mimo choroby, w dobrym nastroju.
Kilka tygodni później, w szpitalu, rozmawiałyśmy już po raz ostatni... 



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz