niedziela, 13 czerwca 2010

Szkółka niedzielna

W niedzielę zakończyłam edukację (ach, jak szumnie brzmi) w mojej szkółce niedzielnej, z żalem pożegnawszy swoje nowe, sympatyczne koleżanki. Szkoda tylko, że nie powstała żadna pożegnalna fotka...
W składzie mocno już okrojonym opuściłyśmy mury szkoły nie wyskoczywszy nawet na pożegnalną kawusię...
Niepowetowana to strata...

A oto ostatni rzut oka na blat roboczy...


Zamiast kawy w gronie natchnionych dekoratorek wnętrz był więc obiad na Starówce w towarzystwie mojej ulubionej sąsiadki. I tu także jako fotograf zawiodłam, bo żadna pamiątkowa fotka nie powstała. Ubolewam tym bardziej, że w towarzystwie Zuzy trudno wypatrywać zza obiektywu i uwieczniać urokliwe zakątki Starówki, bo gdy dziecię porusza się z kosmiczną wprost prędkością, nie da się w locie strzelać efektownych zdjęć. No cóż, mam nadzieję, że tego lata będzie jeszcze wiele okazji, by te zaległości nadrobić...



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz