niedziela, 6 czerwca 2010

Podpatrzone, podsłuchane...

Rezolutne zazwyczaj dziecko traci głos i rezon w mniej oswojonych miejscach i okolicznościach.
Tak jest zazwyczaj podczas wizyty u pradziadków. Prababcia chciałaby jak zawsze usadzić małą na kolanach i pozwolić się zasypać pieszczotami. Niestety, marne szanse..., bo po pierwsze: ciężko o pieszczoty i poufałości z marszu i na zawołanie, po drugie: trudno usidlić małą wiercipiętę bez użycia skutecznego fortelu.
Tym razem okoliczności były jednak bardzo sprzyjające. Małej wpadł w oko babciny piesek- maskotka (maleństwo straszne, przez co chyba właśnie tak atrakcyjne), zapytała więc czy może go zatrzymać.
Babcia niewiele mędrkując postanowiła dobić targu i podała swoją cenę: posiedzenie na kolanku i buziak.
Obiekt dziecięcego pożądania okazał się wart takiej ceny, Zuza bez wahania spełniła babcine życzenie. Stała się tym samym szczęśliwą posiadaczką psa miniaturki rasy bliżej nieokreślonej. Prababcia postanowiła jednak podroczyć się z małą i zapomniawszy o umowie, postanowiła w zamian za psa, zatrzymać Zuzinego misia. Taka wymiana nie wzbudziła jednak zachwytu małej, chwyciła więc, niewiele myśląc drugiego babcinego psiaka-pluszaka, jako element przetargowy. Taki obrót sytuacji nie spodobał się seniorce rodu, która zatroskanym głosem spytała:
- Dwa pieski mi zabrałaś i co babcia teraz będzie miała?!
- Żabę! - odparła pewnym głosem mała, zerkając w kierunku zbunkrowanego pod kanapą psa dziadka.
Tego akurat pewnie prababcia pozbyłaby się z domu bez wyrzutów sumienia, choćby i za dopłatą...

Foto wkrótce...

                  ***


Dziadek się ostatnio nieco zapuścił. Zamiast twarzowej fryzury a la Kojak wyhodował na głowie ciemny kilku (kilkunasto?) dniowy zarost. Najwyraźniej potrzebował silnej motywacji z zewnątrz. Podpuściłam więc malucha, który przybrawszy słodką i niewinną minkę wyszczebiotał:
-Dziadek, a kiedy obetniesz włoski?
- A chcesz, żebym obciął? - migał się dziadek z odpowiedzią.
- Tak - odrzekło dziecko bez wahania, by po chwili rozglądając się wśród swoich akcesoriów kuchennych
(było w trakcie gotowania obiadu) zapytać:
- A gdzie mój nożyk?
Podałam małej nożyk plastikowy w rozmiarze XXS, spodziewając się, że powróci do kuchennych rytuałów, gdy tymczasem rezolutne dziecko przystąpiło do skalpowania dziadka.

Pomysłowość dziecka nie zna granic!

           ***

- Masz płatki - powiadam, wręczając dziecku miskę z ulubionymi cornflakesami.
- Musisz jeszcze dokład dać! - upomina się na Dzień Dobry wygłodniałe dziecko.


Poranek w babcino-dziadkowym łóżku. Zuza wije się w wymyślnych pozach. Macha ręką w bliżej nieokreślonym kierunku.
- Komu tak machasz? - pada pytanie.
- Pewnie Ani... - niepewnym głosem odpowiada zagadnięta.

Pobyt w sypialni nieodłącznie wiąże się z pokusą buszowania w kosmetykach babci. Ostatnio Zu namiętnie otwiera rozmaite smarowidła by dziadków namaszczać. I tego poranka tradycji musiało stać się zadość. Domorosła kosmetyczka chwyciła jeden z babcinych specyfików, jednak nie mogła go otworzyć. Poprosiła więc o pomoc babcię, a gdy i tej nie udało się otworzyć słoiczka zwróciła się do dziadka. Widząc, że i on  jest bezskutecznie walczy z oporem materii ze znawstwem poradziła:
- Załóż okulary! Może wtedy odkręcisz...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz