niedziela, 27 czerwca 2010

Ach, co to był za ślub...

Chciałoby się zaśpiewać. Piękna i zgrabna Panna Młoda w uroczej, szalenie kobiecej i niesztampowej sukni w kolorze kremowym i niezwykłym kapeluszu. Z niecierpliwością czekam na nasze wspólne zdjęcie. Wiola z wciągniętym brzuchem, a ja na szczęście o smukłą kibić zabiegać nie musiałam... Stan odmienny swoje prawa ma!


A tymczasem w domu przedurlopowe przymiarki.
Dziecko wdziawszy nowy kostium kąpielowy
natychmiast chciało udać się na basen
(niestety, chwilowo nieczynny), a gdy ten pomysł spalił na panewce,
nad morze...
Gotowa była wybrać się tam z marszu!


Ostatecznie skończyło się na suchej zaprawie i wizycie na placu zabaw.
A plac zabaw, jak sama nazwa wskazuje,
służy dobrej zabawie, nie zależnie od rasy i wieku.
Na zjeżdżalni zjeżdżał i tato, i psina...


A w drodze powrotnej dałam się oczarować kwiatom na okolicznym skwerku.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz