poniedziałek, 11 października 2010

Weekendowy zawrót głowy

Weekendową porą gościliśmy w naszych skromnych progach dziadków. Dziadek przeszedł przyspieszony kurs taneczny ("Rączki na bioderka, dziadek!" - instruowało dziecko, prezentując cały swój wokalno-taneczny repertuar przedszkolny.), od którego zakręciło mu się w głowie. Harce z wnusią to jak wczasy odchudzające - Małoletnia niczym doskonały wodzirej czy animator zmuszała do ciągłego ruchu i aranżując coraz to nowsze układy choreograficzne, absorbowała dziadka bez reszty.
No cóż, nikt nie obiecywał, że będzie lekko.
Dywanowe hulanki-swawole okraszone przedszkolnymi przyśpiewkami miały, oprócz wartości artystycznej i korzyści zdrowotnych (pomijając zawroty głowy, ruch, nawet jeśli nie na świeżym powietrzu jest jednak nieoceniony), charakter sentymentalnej podróży w czasie. Niektóre przedszkolne szlagiery, mimo upływu czasu, nie straciły na swej atrakcyjności a wspólne śpiewanie połączyło trzy pokolenia.

Dzieci to czasem prawdziwe wampiry energetyczne, ale niewątpliwie same wnoszą w nasze życie mnóstwo  energii i pozytywnych wariacji tj. wibracji...


A małoletni wampir wygląda tak:
czyli "Jedzie pociąg z daleka..." w wersji Zu


Wampir w czułym uścisku...


W tanecznym szale...


Z takim uroczym wampirem nie sposób nudzić się wcale.

PS. Blogowych gości uprasza się o wyrozumiałość w kwestii jakości i oceny artystyczno-technicznej wartości zamieszczonych fotek. Ich autor świadom jest własnych i sprzętowych ograniczeń. Wszak nadrzędnym celem było tu uchwycenie emocji... co też, mam nadzieję, udało mu się, przynajmniej częściowo, osiągnąć.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz