Mimo nieurodzaju na fotograficznie zbzikowane mamy nasze fotograficzne warsztaty, ku uciesze Mam, odbyły się! I niech żałują te, które na nie nie dotarły... W ramach zacieśniania sąsiedzkich stosunków powierzyłam moją latorośl opiece Asi, by jak na skrzydłach wyfrunąć na Starówkę na fotograficzny sabat czarownic. A tam, w kameralnym gronie, otulone aromatem kawy, zajadając rogaliki francuskie zgłębiałyśmy tajniki fotografii dziecięcej. Nasza fotograficzna guru, wspaniały fotograf z pasją i założycielka warszawskiej Akademii Fotografii Dziecięcej, okazała się przesympatyczną młodą kobietą bez zadęcia, bezpośrednią i życzliwą. Spotkanie było więc nie tylko owocne pod względem zdobytych informacji, ale i udane towarzysko... A to dopiero początek, mam nadzieję, mojej fotograficznej edukacji i jeśli szczęście i mąż dopiszą to nasze słodkie maleństwo, które pojawić się ma wśród nas tuż po Nowym Roku otrzyma na swej Nowej Drodze życia niepowtarzalny pakiet powitalny w postaci niezapomnianych zdjęć natchnionej mamy na bardziej profesjonalnym sprzęcie. I co istotne: zrobione z większą wrażliwością i świadomością nadwornego fotografa ;-)
Bo przecież dzieci rosną w tempie nadzwyczajnie szybkim i jak, jeśli nie dzięki wspaniałym zdjęciom, utrwalić i zachować w pamięci beztroski czas dzieciństwa...?

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz