wtorek, 2 listopada 2010

Kacze opowieści

Wyprawa na groby bliskich uwieńczona wizytą w pobliskim parku.
Ubolewałam mocno nad brakiem czerstwych bułeczek, bowiem tak uroczych i wdzięcznych kaczuszek listopadową porą się nie spodziewałam. Podobnie jak niemal wiosennej słonecznej aury...



Ona i on...



Skupieni wśród jesiennych liści i milczących kamieni...


Idylla maleńka taka...



Dziecko brodzące niczym bociek po łące...


...wypatrujące barwnych kaczek...


leniwie po tafli wody płynących...



wśród splątanych źdźbeł traw i liści szeleszczących...


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz