Wyprawa na groby bliskich uwieńczona wizytą w pobliskim parku.
Ubolewałam mocno nad brakiem czerstwych bułeczek, bowiem tak uroczych i wdzięcznych kaczuszek listopadową porą się nie spodziewałam. Podobnie jak niemal wiosennej słonecznej aury...
Ona i on...
Skupieni wśród jesiennych liści i milczących kamieni...
Idylla maleńka taka...
Dziecko brodzące niczym bociek po łące...
...wypatrujące barwnych kaczek...
leniwie po tafli wody płynących...
wśród splątanych źdźbeł traw i liści szeleszczących...







Brak komentarzy:
Prześlij komentarz